Chłodnik idealny

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja wierzę. Pokazał mi ją Jan Kuroń. Osobiście. Za budą z burgerami. Podczas przerwy. A sama przerwa zaistniała między jego jednym a drugim pokazem live cooking… na dożynkach. Wówczas byłam jeszcze pełnoetatowym dziennikarzem (choć biorąc pod uwagę fakt, że wysłano mnie po materiał z tego wydarzenia, z perspektywy czasu wywołuje pewne wątpliwości…). Funkcjonowałam już co prawda jako bloger z zakusami na założenie szkoły gotowania, a będąc dziennikarzem przeprowadziłam z Janem wywiad na temat jego kulinarnych inspiracji – za co dostałam kubek chłodnika.

Zaserwował on wtedy słuchaczom właśnie tę mą miłość od pierwszego wejrzenia - zimną zupę przypominający tarator, czyli w bułgarskim stylu. Ja dziś proponuję Wam buraczaną odmianę tego dania. Smacznego.

IMG_20190516_192656_506

Składniki (na 4 porcje)

botwina – pęczek
ogórek gruntowy – 2 szt.
koperek – 1/4 pęczka
szczypior – 1/4 pęczka
maślanka – 500 ml
bulion warzywny 500 ml
jogurt naturalny – 2 łyżki
sól, pieprz, cukier, sok z cytryny – do smaku
4 jajka – ugotowane na twardo

IMG_20190516_192130_259

IMG_20190516_192030_411
Przepis

Buraczki pokrój w małą ostkę, nie obieraj bo młode są miękkie i nie ma takiej potrzeby. Ugotuj je w bulionie. Pod koniec dodaj drobno posiekane liście botwiny wraz z łodyżkami – nie musisz dodawać wszystkich. Ostudź.

Dodaj maślankę i jogurt, dopraw. Dodaj pokrojone ogórki, szczypior i koper, wymieszaj.

Podawaj na zimno, z połówkami jajka ugotowanego na twardo, posypane świeżym koperkiem i szczypiorkiem.

IMG_20190516_190934_281

Tradycyjne pyzy idealne

Nie przypominam sobie by w mojej rodzinie była tradycja lepienia pyz. Nie pisze tu tego z wyrzutem, po prostu nie pamiętam. Gotowanie kojarzy mi się głównie z babcią a tej nie ma z nami od przeszło dwudziestu lat. Mama owszem, gotowała, ale przy dwójce dorastających dzieci z równie wyrastającymi potrzebami musiała w końcu iść do pracy. A to jak wiadomo ogranicza nas, kobiety całkiem znacznie. Po prostu nie da się być idealną panią domu ciągle gotując i dbając o anturaż, być perfekcyjną żoną a do tego spełniać się zawodowo – wspinać po szczeblach kariery bez uszczerbku na innych relacjach czy obowiązkach ( przynajmniej ja nie potrafię).

Nikt nie uczył mnie więc robienia pyz. Generalnie zawsze była to dla mnie jakaś czarna magia, więc skupiałam się na zakupie gotowych produktów sprzedawanych na zafoliowanej tacce lub bywałam obdarowywana przez rodzinę gotowcami. Na początku mojej powiedzmy kariery zawodowej, przy przerzucaniu się z dziennikarza na kucharza i chefa nie towarzyszyli mi dobrzy mentorzy, którzy stawiali na podstawy kuchni polskiej. Dopiero od niedawna modny staje się powrót do naszej korzeni. A wśród dań te korzenie reprezentujących są zdecydowanie pyzy.

Pyzy są podstawą podstaw dobrego kucharza, must have kulinarnych umiejętności. Przepis który Wam tu daję jest mocno przetrenowany i przysięgam – borze liściasty, niech mi wiśniówka przestanie smakować jeśli Wam w kuchni nie wyjdzie. Uczcie się, bo nikt za Was tego nie zrobi :) Powodzenia!

IMG_20190427_202033_976

IMG_20190427_202133_788

IMG_20190426_125030_734

Składniki

500 g pszennej mąki plus do podsypania
2 jajka rozm. L
30 g świeżych drożdży bardzo dobrej jakości
szklanka mleka roślinnego 250 ml – może być sojowe czy ryżowe
3 kopiaste łyżki roztopionego masła
płaska łyżka cukru
1/2 łyżeczki soli

IMG_20190427_223123_664

IMG_20190426_125229_195

IMG_20190426_130650_571

IMG_20190426_130411_048

Przepis

Drożdże rozpuszczamy z cukrem oraz  łyżką mąki. Dodajemy połowę ciepłego mleka. Mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rozczyn urósł. Mieszamy mąkę z solą, robimy rowek, do składników wlewamy resztę mleka, rozczyn, dodajemy jajka, masło i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy pod ściereczką na ok. godzinę. Po tym czasie dzielimy na krążki z których formujemy kulki. W sumie osiem. Kulki odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na ok. 20 minut, na oprószonej mąką tacy. Następnie parujemy pyzy w parowarze czy garnku do gotowania na parze przez ok. 15 – 20 minut. Nie ściskamy ich by się nie zlepiły. Ważne, by urządzenie do parowania było odpowiednie.  Ja stawiam na piętrowy parowar i pyzy wychodzą zawsze. Podajemy np. z sosem pieczarkowym lub odsmażone na maśle z cukrem.

IMG_20190426_124630_663

Germknödel czyli pyza drożdżowa w słodkim sosie

Są takie momenty w życiu gdy sięgasz po menu albo wchodzisz do sklepu i mówisz „chcę to”. Może to być torebka, kolczyki, albo pyza. Ale nie byle jaka pyza. Gorąca, wypełniona owocowym nadzieniem pyza, podawana z waniliowym sosem i makiem. Wyobrażacie to sobie? Jeśli tak, to umieśćcie to danie w szwajcarskich Alpach, na stoku, w restauracji gdzie witają Was tamtejsi mieszkańcy, siedząc w palącym słońcu na oszklonym tarasie. Cudo, prawda?

Ten wyjątkowy deser, którego prostota jest wręcz zniewalająca to Germknödel. Klasyka gatunku posypana makiem. Fajnie prezentuje się na talerzu a jeszcze lepiej smakuje. Bardzo polecam!

IMG_20190423_151541_590

IMG_20190421_133007_404

52153239_2662256840483079_6325647302635552768_n

Składniki (na 2 porcje):

60 g pszennej mąki
jajko rozm. S
4 g świeżych drożdży bardzo dobrej jakości
1/4 szklanki mleka roślinnego – może być sojowe czy ryżowe
1/2 kopiastej łyżki roztopionego masła
1/4 łyżeczki cukru
szczypta soli
powidła śliwkowe gęste – 2 łyżki
mak mielony – 4 łyżki

sos:

mleko roślinne 300 ml
2 żółtka
cukier – 4 łyżki
wanilia – 2 laski
mąka ziemniaczana – łyżeczka

IMG_20190423_151938_490

IMG_20190423_151112_146

Przepis

Drożdże rozpuszczamy z łyżką cukru oraz mąki. Dodajemy połowę ciepłego mleka. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rozczyn urósł. Mieszamy mąkę z solą, robimy rowek, do składników wlewamy resztę mleka, rozczyn, dodajemy jajko, masło i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy pod ściereczką na ok. godzinę. Dzielimy na dwa krążki. Na środek każdej pyzy nakładamy powideł, zaklejamy od spodu. Dajemy podrosnąć. Parujemy pyzy w parowarze czy garnku do gotowania na parze przez ok. 15 min. Nie na sicie, cedzaku itp. To ważne!

W tym czasie robimy sos – do szklanki wlewamy 50 ml mleka. Dodajemy żółtka oraz mąkę ziemniaczaną i mieszamy. Do garnka wlewamy resztę mleka. Dodajemy cukier oraz ziarnka wydrążone z wanilii. Mleko podgrzewamy, dodajemy składniki, mieszamy i zestawiamy z ognia.

Germnknödel podajemy na gorącym sosie waniliowym, posypane zmielonym makiem.

52143644_2662257140483049_1934836660374077440_n

Pasztet grzybowy pieczony – do smarowania i nie tylko

Kocham pasztetowe przysmaki miłością wielką. Najbardziej oczywiście te, które sama wytwarzam. Delikatnie słodkie z ciecierzycy, z sosem chrzanowym – idealne na niedzielny obiad. Albo właśnie takie jak dzisiaj – do smarowania na kanapkę.

Porzucając mięso wpadłam w pułapkę gotowych, sojowych wyrobów – w tym okropnych parówek, udawanych serów i właśnie pasztetów. Każda pasztetowa porażka nauczyła mnie jednej rzeczy – że firmy wytwarzające produkty zarówno mięsne i niemięsne nie potrafią zazwyczaj przygotowywać poprawnych receptur na te drugie. Czasami odnoszę wrażenie że naprawdę ci ludzie myślą, że żywimy się kamieniami i trawą.

A że ja smaków mdłych nie lubię, to dziś idziemy w temat grzybowy, który możecie dowolnie jeszcze podkręcać chilli i papryką wędzoną.

IMG_20190311_175546_594

IMG_20190311_180214_473

IMG_20190311_114655_190

Składniki

460 g suchej soczewicy – czerwonej, jeśli nie zależy nam na czasie pieczenia a pasztet ma być kremowy, zielonej, gdy zależy nam na bardziej zwartej formie
4 łyżki płatków owsianych bezglutenowych np. tych
łyżeczka cząbru w proszku
szklanka nieugotowanej kaszy jaglanej (prawie 100 g)
45 g namoczonych, suszonych grzybów – u mnie sarniaki plus dodatkowych kilka sztuk pieczarek jeśli chcecie wprowadzić element zaskoczenia ;]
duża cebula
4 ząbki czosnku
50 ml wiśniówki
łyżeczka słodkiej papryki
łyżeczka nasion kolendry
1/2 łyżeczki cayenne
dowolna ilość wędzonej papryki
łyżeczka startej gałki muszkatołowej
6 jagód jałowca
2 łyżki sosu sojowego
sól
pieprz
doprawiony bulion warzywny – ok. 4 litrów

oraz oczywiście olej do smażenia – najlepiej rzepakowy

IMG_20190311_175445_754

IMG_20190311_175805_564

IMG_20190311_175728_533

IMG_20190311_175924_174

IMG_20190311_180021_510

IMG_20190311_175952_398

Przepis

Zalewamy kaszę jaglaną wrzącym bulionem, dodajemy cząber i jałowiec, zakrywamy garnek pokrywką i gotujemy. Soczewicę płuczemy, wrzucamy do garnka z gotującym się bulionem i gotujemy po czym dokładnie odcedzamy.

Cebulę i czosnek siekamy i smażymy oleju. Dorzucamy odcedzone i posiekane grzyby. „Zamykamy” je wysoką temperaturą. Wszystkie składniki wrzucamy do miski, dodajemy resztę półproduktów – prócz soli i pieprzu. Wyławiamy jałowiec i blendujemy. Pieczarki kroimy w plastry i smażymy na mocno rozgrzanym oleju, dodajemy do masy.

Masę pieprzymy i solimy. I teraz wielka UWAGA – spróbujcie surowej masy bo składniki powinny być mocno wyczuwalne, ale nie za słone. A łatwo jest tę potrawę przesolić. Tak jak w trakcie pieczenia niektóre aromaty się ulotnią, tak sól pozostanie. Bulion był doprawiony, możliwe że soli już wystarczy – oceńcie sami.

Pasztet przelewamy do keksówek wyłożonych papierem do pieczenia. Wstawiamy blaszki na środkową półkę do piekarnika rozgrzanego na 140°C.

Jeśli pasztet ma być mazisty użyjcie czerwonej soczewicy i pieczcie go ok. 3 godzin. Jeśli pasztet ma być zwarty – dwie godziny dłużej. Sztuka polega na… wcześniejszym poznaniu możliwości swego piekarnika i posiadania patyczka do sprawdzania masy.

I kolor – choć kocham pasztety jasne, wręcz pomarańczowe to ten – żebyście nie wiem jak sie starali – będzie ciemny z racji dodanych grzybów. Jeśli jednak wybierzecie suszone kurki – jaśniejszy.

Pasztet pięknie komponuje się np. w opcji z kluskami i sosem grzybowym, lub ziemniakami i sosem żurawinowym. Zresztą – sprawdźcie sami.

IMG_20190311_180126_733

IMG_20190311_114549_759

 

Podczas gotowania użyłam produktów sklepu ORGANICMANIA.PL – w tym bezglutenowych płatków owsianych z serii Foods by Ann. Uwielbiam eksperymenty, a że obecnie skupiam się na specjalistycznych dietach cateringowych to bezglut nie jest mi obcy.

Płatki (które nomen omen sprzedawane są w pięknym opakowaniu w stylu czarny mat) nie zawierają laktozy i są przyjazne weganom.

Wybierając płatki postawcie na owsiane, bo nie dość, że są najbogatsze w białko, to także posiadają najlepszy zestaw aminokwasów. Pokrywają zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze, dostarczają błonnika, beta-glukanu, węglowodanu mającego m.in. właściwości prebiotyczne, a przede wszystkim – spowalniają przyswajanie cukrów zapobiegając otyłości. Takie płatki możecie także zapiec w chlebie, ciasteczkach, batonikach, podać z jogurtem albo z tym jogurtem nałożyć na twarz – by oczyścić i odświeżyć cerę!

IMG_20190311_175635_595

IMG_20190311_114327_054

 

Wegańskie, „oszukane” kluski – dodatek do wszystkiego

Dosyć oszukane. Wyglądają trochę jak szagówki (tudzież kopytka), a smakują jak świeże gnocchi. Te perfekcyjnie przygotowane, czyli miękkie ale sprężyste, rozpływające się w ustach. Oczywiście o ile dobrze je przygotujecie. Bo stworzenie klusek z mąki, tłuszczu i płynu ma jeden minus (albo plus?) – musicie wykonać pewną ilość prób by rozpoznać po wilgotności powietrza, porze roku itp. ile mąki ciasto powinno zabrać. Gotując ten przepis np. na poddaszu zimą, gdy mamy okres grzewczy i suszy się pranie mąki schodzi mi więcej. Przygotowując kluchy na świeżym powietrzu latem zejdzie mniej. I tak dalej. Pamiętajcie po prostu – gotowanie to zestaw procesów chemicznych. Nie zawsze wierzcie więc do końca przepisowi, bądźcie przygotowani na delikatne dostosowanie go do panujących u Was warunków, ale nigdy, ale to nigdy nie traćcie ducha kuchennej walki!

IMG_20190223_215017_642

IMG_20190223_214945_260

IMG_20190223_215211_386

Składniki

125 ml mleka roślinnego

10 g masła roślinnego

125 g mąki pszennej plus dodatkowa do podsypania (możliwe że i drugie tyle)

jajko rozm. S

szczypta soli

IMG_20190223_215300_757

IMG_20190223_214813_813

Przepis

W garnku o grubszym dnie gotujemy mleko z masłem oraz solą i – ciągle mieszając – wsypujemy stopniowo mąkę. Mieszamy energicznie szpatułą, po czym ugniatamy ciasto kostkami dłoni uważając przy tym, by się nie poparzyć. Ciasto odstawiamy do zaparzenia pod ściereczką. Do ciasta dodajemy rozbełtane jajko. Mieszamy i formujemy szeroki, dług placek o grubości ok. 1 cm. Podsypujemy i posypujemy go mąką. Kroimy na trzy paski a każdy w poprzek, jak kopytka. Zejdzie nam mąki na podsypywanie klusek które szybko łapią wilgoć. Gotujemy je wartko po pokrojeniu we wrzącej wodzie kilka minut od momentu wypłynięcia. Podajemy np. z masłem, cukrem i śmietaną albo sosem pieczarkowym czy jakąś pyszną wege pieczenią.

Pieczone pączki z porzeczkami i karobem

Wiem, że może na to nie wyglądam, ale fanką słodyczy nie jestem. I wiem, że możecie znaleźć u mnie dużo przepisów związanych ze słodkościami, ale na swoją obronę odpowiem, że mam w domu tzw. „słodką dziurkę” (czyli pochłaniacza łakoci wszelkiej maści). To znacznie ułatwia mi pracę przy blogu w sytuacji, gdy napadnie mnie mania pieczenia serników, dietetycznych, słodkich tortów, czy innych szaleństw.

Do czego Was zdecydowanie zachęcam. Zwłaszcza że dziś będzie mowa o pączkach (bo nadchodzi Tłusty Czwartek). Ja przewrotnie w to święto łakomczuchów na pączki ochoty akurat nie mam, choć piec je i smażyć lubię bardzo. Musicie widzieć, że samodzielny wyrób tego przysmaku owszem, jest pracochłonny, ale opłacalny pod kątem zdrowotnościowym. Bo kupne pączki często wypiekane są z wcześniej przygotowanej masy. Jest to produkt głęboko mrożony, a termin jego przydatności to nawet i 24 miesiące.

Z kolei przy produkcji tradycyjnej używany jest smalec o wyższej temperaturze palenia, przez co nie wytwarzają się w nim związki kancerogenne. Jako jednak, że ja spożywanie zwierząt potępiam (i trochę unikam tłuszczu) zdecydowałam się pączki upiec.

Jeśli ktoś będzie starał się Wam wmówić, że smażone i pieczone pączki są takie same w smaku – nie dajcie się oszukać. Te pieczone są bardziej zbite, mają zdecydowanie strukturę bardziej podobną do drożdżówki, ale też ogromny plus – nakładacie tyle domowych powideł czy konfitury ile dusza zapragnie. Dziś w opcji z lukrem karobowym, żurawiną i skórką mandarynkową.

IMG_20190216_201135_790

IMG_20190216_201040_288

IMG_20190216_203309_796

Składniki

100 ml roślinnego mleka

50 g świeżych drożdży

390 g mąki orkiszowej (plus do podsypania i łyżka do rozczynu)

50 g stewii + 12 g do rozczynu

3/4 łyżeczki soli

2/3 szklanki puree z jabłka (bez skórki)

140 g masła klarowanego

dżem porzeczkowy – 8 łyżeczek

lukier

skórka z połowy mandarynki

3 łyżki karobu*

3 łyżki stewii

łyżka soku z mandarynki

3 łyżki oleju kokosowego

+ żurawina do ozdoby

IMG_20190216_201721_502

IMG_20190216_201808_532

IMG_20190216_202217_904

IMG_20190216_203146_226

IMG_20190216_202907_677

IMG_20190216_202114_177

IMG_20190216_202031_789

Przepis

Produkty z lodówki wcześniej ocieplamy w temperaturze pokojowej. Lodówka będzie tu odgrywała ważną rolę bo to w niej ciasto będzie pracowało na smak i zapach całą noc.

Bardzo ciepłe mleko, pokruszone drożdże, łyżkę stewii i łyżkę mąki mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. To nie potrwa długo. W osobnej, dużej misce mieszamy trzepaczką mąkę, pozostałą stewię i sól. Dodajemy rozczyn i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy puree i wyrabiamy ciasto rękoma przez kilka minut. Dodajemy część masła klarowanego, znów wyrabiamy podsypując delikatnie mąką w razie potrzeby. Miskę z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na wyrośnięcia na około godzinę.

Po tym czasie zakrywamy szmatką i odstawiamy na noc do lodówki.

Rano, wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę oprószoną mąką. Dajemy mu chwilę by się ociepliło a następnie wyrabiamy pozbywając się powietrza. Pozostawiamy do wyrośnięcia i dzielimy na 8 kulek. Każdą rozpłaszczamy w dłoni, a na środek kładziemy łyżeczkę dżemu. Formujemy znów kulkę i wkładamy do papilotki. Ja robię je sama obwiązując papier do pieczenia ułożony odpowiednio na szklance (jak na zdjęciu).

Układamy papilotki na blaszce i odstawiamy na ok. 15 minut do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni C i wstawiamy pączki do piekarnika na ok. 10 minut.

Składniki lukru łączymy (prócz skórki) i polewamy pączki gdy ostygną. Posypujemy skórką z mandarynki i ozdabiamy żurawiną.

* W przepisie i na zdjęciach użyliśmy karobu – jednego z wielu produktów dostępnych w internetowym sklepie Organicmania.pl – agregatu zdrowej żywności dostępnej za kliknięciem.

IMG_20190216_204358_945

BIO EUROPA KAROB BIO to dwustugramowe opakowanie mączki z drzewa karobowego (inaczej chleba świętojańskiego). Za kilka złotych możecie nabyć iście prozdrowotny produkt. Bo karob – przypominający w swej konsystencji i wyglądzie kakao – jest źródłem witamin B1, B2, B3, A, E, D, minerałów takich jak magnez, żelazo, fosfor i wapń, pektyn, czy śluzów i garbników hamujących rozwój bakterii. Obniża też poziom cholesterolu we krwi, poprawia trawienie, jest bezglutenowy i z powodzeniem mogą go spożywać dzieci, bo nie zawiera cukru ani glukozy, a – w przeciwieństwie do kakao – nie ma też teobrominy, która działa pobudzająco i może powodować nadpobudliwość u maluchów. Spotkałam się z opinią, że karobem można zastąpić kawę co akurat pomysłem wydaje mi się lichym, natomiast polecam go do budyniu, owsianki, smoothie, czy po prostu tak jak dziś – jako składnik polew.

Knedle bez ziemniaków, z parzonego ciasta

Rodzajów knedli jest mnóstwo – w Wielkopolsce utożsamiamy je z ciastem zrobionym z ziemniaków, jednak te słodkie kulki można stworzyć z bułki, z drożdżami, można je upiec albo właśnie zaparzyć. Czasami knedlami ziemniaczanymi nazywa się kartacze serwowane z mięsnym farszem. Czesi mają swoje knedliki przygotowywane z ciasta wyrabianego zwykle na bazie gotowanych ziemniaków (wtedy jest to tzw. bramborový knedlík), mąki pszennej (houskový knedlík), czy na wzór polskich klusek śląskich – tzwknedlík chlupatý.

Jakby tego dania nie nazywać królem jest tu ziemniak. Obfituje on w potas oraz magnez, żelazo, wapń i fosfor. Najwięcej jest w nich witaminy C a ugotowane w mundurkach zawierają również błonnik. Stare ziemniaki są bardziej kaloryczne niż młode przez większą zawartość skrobi, ale mają jednocześnie zdecydowanie więcej witamin B1 i B6. W Polsce bazuje się właśnie na ziemniakach i słodkich wersjach tego dania. Problemem – choć pysznym – jest dla niektórych właśnie ilość skrobi w potrawie. Bo choć ziemniaki mają swoje ogromne plusy i są produktem naturalnie bezglutenowym, to u niektórych mogą wywoływać alergie (np. w diecie dziecka). W takiej sytuacji można cierpieć na pokrzywkę, atopowe zapalenie skóry, a nawet astmę. Leczeniem wciąż jest głównie dieta eliminacyjna. Jeśli więc rzeczywiście macie problem z pyrkami a knedle kochacie miłością wielką to ten przepis jest szczególnie dla Was, drogie łakomczuszki!

śliwki

1 (3)

1 (4)

1 (5)

Składniki

250 ml mleka roślinnego, najlepiej migdałowego
20 g masła roślinnego
250 g mąki pszennej
2 jajka rozm. S
szczypta soli
500 g świeżych śliwek i stewia do posypania owoców

1 (6)

1 (7)

ciasto
Przepis

W garnku gotujemy mleko z masłem oraz solą i – ciągle mieszając – wsypujemy stopniowo mąkę. Mieszamy szpatułką, starając się oderwać ciasto od ścianek garnka, po czym ugniatamy je uważając przy tym, by się nie poparzyć. Ciasto odstawiamy do zaparzenia i ostygnięcia w ciepłym miejscu, pod ściereczką.

W tym czasie drylujemy śliwki i kroimy je na pół. Po ostygnięciu ciasta dodajemy rozbełtane jajka. Mieszamy i formujemy kulki. Warto je obtoczyć na stolnicy wysypanej mąką. Następnie każdą kulkę rozpłaszczamy w dłoniach i układamy na środku połówkę śliwki – lub całą, zależy jak duże knedle chcecie przygotować. Posypujemy stewią, zlepiamy i formujemy knedle. Gotujemy we wrzącej wodzie kilka minut od momentu wypłynięcia. Przed podaniem knedle można polać roztopionym masłem, śmietaną itp.

gotowe

przekrój

Pak choi na maśle klarowanym z płatkami nori

Pierwszy raz wielka miłość do jadalnych wodorostów obudziła się we mnie podczas zimowej, dłuższej wyprawy do Tajlandii. Skupiliśmy się wtedy na wegetariańskim południu tego kraju, radośnie machając Polsce na pożegnanie z okien samolotu. Kilkunastogodzinna podróż i jesteśmy na miejscu. Skwaru może nie było, ale dobijała ogromna wilgoć powietrza (podczas gdy my staliśmy w zimowych rzeczach w ogromnej kolejce z innymi przybyszami czekając na wpuszczenie do tego egzotycznego kraju). 30 stopni w cieniu, szybka taksówka (pierwsza i ostatnia która nas oszukała podczas tej podróży zdzierając miliony monet) i jesteśmy w hotelu. Kilkanaście złotych za osobę za trzyosobowy pokój w iście królewskim standardzie, z łóżkami wyposażonymi w prywatne, oszklone balkoniki z widokiem na małpy i słonie. Prysznic i pierwsza myśl – jedzenie. Tego dnia spróbowałam ponad 18 smakołyków. Kolejnego następne 24. Wśród nich znalazło się i wegańskie jajko w rolce udającej niektóre polskie serki topione – oraz oczywiście nori. Lekkie jak piórko. Zapakowane w płaskie opakowania chroniące właściwości tego kruchego przysmaku. Do zjedzenia krótko po otwarciu z racji raptownego pochłaniania wilgoci. Pełne aromatu, w niektórych wersjach lekko pikantne i niesamowicie ingerujące w estetykę wyglądu naszego uzębienia (na szczęście tylko na czas spożywania).

Pokazuję je Wam poniżej w wersji z chipsami, a proponuję użycie podczas przygotowania prostej i pysznej potrawy z nori i pak choi. I życzę smacznego prosto ze słonecznej Kambodży. Enjoy!

IMG_20181125_211444_032

IMG_20181125_211111_281

IMG_20181125_212414_235

Składniki

2 szt. kapusty pak choi
3 ząbki czosnku
2 łyżki sosu sojowego ciemnego
ok. 1 cm korzenia imbiru
łyżeczka płynnego miodu
10 g łuskanego sezamu
masło klarowane do smażenia
płaty nori do serwowania
olej sezamowy do smaku
łyżka siekanego szczypiorku
szklanka ugotowanej, małej fasolki
sól i pieprz

IMG_20181125_211838_200

IMG_20181125_212007_626

IMG_20181125_211330_220

Przepis

Na suchej patelni upraż sezam i zsyp do naczynia. Czosnek obierz i posiekaj, imbir przeciśnij przez praskę. Dodaj masło na patelnię i wrzuć umytą kapustę w liściach, czosnek i imbir. Smaż kilka minut, polej sosem sojowym, miodem i duś przez minutę. Dodaj wszystkie fasolki. Dopraw solą i pieprzem. Zwiększ ogień i podsmaż wszystko. Serwuj z nori, polane olejem sezamowym, posypane sezamem i szczypiorem.

IMG_20181125_211745_514

W przepisie sięgnęliśmy po produkty sklepu Organicmania.pl – „GHEE EASY MASŁO KLAROWANE GHEE 100 g”, „CLEARSPRING CHIPSY Z ALG MORSKICH NATURALNE BIO 5 g” oraz „OLEJARNIA NIWKI OLEJ SEZAMOWY TŁOCZONY NA ZIMNO”.* Niech nie zwiedzie Was mała pojemność opakowań – algi to ok. 10 sztuk esencjonalnych płatków, natomiast klarowane masło jest niezwykle wydajne przy obróbce termicznej. Skład obu jest bardzo prosty – masło to stuprocentowy tłuszcz mleczny bio. Dzięki znakowi „euro-liść” mamy gwarancję, że produkt ten, wytworzony jest przynajmniej w 95% ze składników pochodzących z upraw ekologicznych lub/i kontrolowanych dzikich zbiorów.

Ghee wytwarza się przez długotrwałe podgrzanie masła na bardzo małym ogniu, dzięki czemu odparowuje zawarta w nim woda, a białko, zanieczyszczenia i inne substancje pochodzące z mleka oddzielają się, dzięki czemu uzyskujemy czysty tłuszcz dobry nawet dla osób z nietolerancją kazeiny lub laktozy. Charakteryzuje się on również wysoką temperaturą dymienia – 250 stopni C. – dzięki czemu – i w przeciwieństwie do zwykłego masła – ghee się nie przypala, zapewnia lepsze wchłanianie składników odżywczych przez nasz organizm i eliminuje toksyny.

Prażone wodorosty nori z dodatkiem oleju rzepakowego, sezamowego i solą charakteryzują się wysoką zawartością błonnika, zdrowych tłuszczów i zdrowotnych związków roślinnych. Algi są niezwykle zdrowym pokarmem – charakteryzują się prawdziwym bogactwem witamin – A, B1, C, wapnia, żelaza, jodu, cynku, błonnika pokarmowego, kwasów omega 3 i 6 oraz aminokwasów. Bardzo korzystnie wpływają na trawienie, zalecane są także przy anemii i w przypadku kłopotów ze wzrokiem, wysokim ciśnieniem i poziomem cholesterolu. Jest to również produkt dietetyczny – paczuszka płatków nori to zaledwie 28 kcal.

* Artykuły dostępne w internetowym sklepie organicmania.pl.

1

IMG_20181125_212245_943

IMG_20181125_212337_878

 

Kotlety mielone a’la ruskie

Kotlety mielone zawsze kojarzyły mi się w dwojaki sposób – z moją babcią i… z chomikami. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale każdy taki mały, wysmażony na złoto walec przywoływał we mnie wspomnienia rudo-białych, mięciutkich chomiczków. Walce te toczyła w ilościach masowych moja babcia, przygotowując zapasy jedzenia jak dla wojska na każdą niedzielę. Wersja wegetariańska na szczęście nie przypomina smakowo oryginału. Chodzi jedynie o formę nazewnictwa. Nad Sekwaną byliby zapewne poirytowani z tego powodu ale trudno. Bo nie wiem czy wiecie ale Francuzów w kwietniu zaczęły obowiązywać nowe przepisy, według których określenia takie jak kotlet sojowy nie mogą być używane. Cóż, na szczęście w Polsce możecie jeszcze sobie zaserwować wege mielone z cytrynowym purée i smażoną marchewką z groszkiem. Polecam skorzystać ;]

P.S. A czemu ruskie mielone? Bo w połowie przygotowań masy  uzyskacie wegański farsz o smaku właśnie pierogów ruskich!

IMG_20181224_130303_988

IMG_20181224_131131_416

IMG_20181224_132915_988


Składniki

torebka suchej kaszy jaglanej
łyżeczka wędzonej papryki
200 g tofu wędzonego
3 szalotki
zioła i przyprawy do smaku – sól, pieprz, zioła prowansalskie, gorczyca biała sproszkowana, papryka słodka, majeranek, chili, kolendra, tymianek
1/3 – 1/2 szklanka bułki tartej + do obtoczenia
jajko
natka pietruszki 2 łyżki
2 łyżki mleka
2 łyżki startego sera cheddar
olej do smażenia
3 ząbki czosnku

IMG_20181224_130828_718

IMG_20181224_130638_691
Przepisy

Nic prostszego. Kaszę gotujemy w osolonej wodzie. Szalotkę i czosnek szatkujemy, smażymy na oleju. Przekładamy do miski, dodajemy pokruszone tofu, pietruszkę, paprykę, bułkę tartą, żółtko i ser. Teraz macie prze sobą masę o smaku kotletów ruskich. Bez jaj. A gdy chcecie zmienić jej smak możecie sięgnąć po mieszankę dowolnych ziół – np. do kotletów mielonych, a nawet i do pizzy. Wszystko zależy od Waszej wyobraźni. Formujecie kotlety, obtaczacie w mieszance białka z mlekiem i bułce tartej i smażycie. Smacznego!

IMG_20181224_130457_923

Ze zdrowiem na TY

„Tyle zdrowia w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze – popatrz!” – taką parafrazą jakże pięknej, polskiej piosenki będącej absolutnym klasykiem witam Was dobrymi wieściami. W mym rodzinnym Kaliszu powstał sklep. Nietuzinkowy – bo eko-wirtualny – będący internetową kumulacją najsmaczniejszych i najzdrowszych typów ich założycieli.

Organicmania.pl powstała z miłości do jakości. Osobiście nie zawsze byłam fanem wybierania jedzenia bez możliwości jego dotknięcia, powąchania, sprawdzenia wagi, miałkości itp. jednak w pewnym stopniu rozwoju własnych warsztatów kulinarnych nie ma się czasu na tak przyjemne i przyziemne sprawy jak zakupy (które nomen omen, kocham pasją ogromną). Wtedy z pomocą nadciąga wirtualny sklep, który oferuje wyselekcjonowane produkty, bazujące wyłącznie na naturalnych, zdrowych, składnikach.

IMG_20181122_124222_689

IMG_20181122_124134_010

IMG_20181122_124258_201

IMG_20181122_124000_468

Organicmania to oszczędność czasu i energii bo zamiast przeznaczać te na analizowanie treści zawartych w opisie i składzie każdego produktu, możemy śmiało buszować po wirtualnych półkach będąc pewnymi, że nie natrafimy na artykuł, który pomimo oznaczenia BIO lub Eko, zdrowy w rzeczywistości nie jest. Natrafimy za to na starannie wyselekcjonowane artykuły, pochodzące z certyfikowanych, nie używających w obróbce chemii gospodarstw i upraw ekologicznych oraz biodynamicznych. Spokojnie spać mogą również ci, którzy na uwadze mają dbanie o środowisko, unikają w swej diecie glutenu, rafinowanego białego cukru, uwodornionego tłuszczu czy karagenów, albo po prostu chcą podchodzić do kwestii odżywiania się z głową i bardziej świadomie.

Zdrowe produkty najlepszej jakości często charakteryzują się tym, że są klasyfikowane jako żywność certyfikowana. Warto zdawać sobie sprawę, że asortyment Organicmanii zawiera również i takie – czyli stworzone z organicznych składników, bez ingerencji genetycznej. Żywność z certyfikatem ekologicznym gwarantuje, że jest ona wolna od toksycznych chemikaliów, pestycydów, herbicydów, sztucznych nawozów, dodatków, barwników, aromatów, czy jakże popularnych polepszaczy smaków. Szukając takich artykułów sugerujmy się znakiem „zielony liść” który jest gwarancją nabycia produktu ekologicznego lub bio. Wszystkie te artykuły Organicmania poukładała dla naszej wygody na swoich przejrzystych, wirtualnych półkach sklepowych z podziałem: dla dzieci, kawy i herbaty, makarony, musli, płatki i granole, „na gotowo”, oleje i tłuszcze, orzechy i suszone owoce, pasty, masła, smarowidła, przekąski, soki, syropy i napoje oraz zdrowe słodycze. Ceny wszystkich tych produktów wahają się od kilku do kilkudziesięciu złotych, a można znaleźć tu naprawdę wiele ciekawych opcji produkowanych przez polskie marki Wśród nich znalazła się Rodzinna wytwórnia makaronów Fabijańscy, która wytwarza m.in. makaron z zielonego groszku. Do ciekawszych opcji zaliczyć można również „DIET FOOD PAPIER TRUSKAWKOWY BIO”, będący połączeniem ekologicznych owoców i technologii suszenia poniżej 42 stopni, czy „BETTR CHRUPKI Z QUINOA O SMAKU PIZZY BEZGLUTENOWE” – idealną przekąskę, na bazie mąki kukurydzianej i mąki z quinoa, czyli komosy ryżowej.

IMG_20181122_123639_401

IMG_20181122_124055_339

Organicmania jest dostępna dla swoich klientów całą dobę i oferuje trzy możliwości cenowe dostarczenia swoich produktów – w tym także odbiór z paczkomatu dla wygody kupujących. Jeśli natomiast zdecydujemy się na zapisanie do newslettera sklep zaoferuje nam 10% zniżki na zakupione produkty.

Więcej niezbędnych informacji znajdziecie pod adresem organicmania.pl. Warto być z tą stroną „na bieżąco” gdyż asortyment sklepu będzie stale poszerzany.

IMG_20181122_123926_173

IMG_20181122_123710_906

* Artykuły dostępne w internetowym sklepie organicmania.pl przedstawione na zdjęciach:

• Helpa Kaszka 5 zbóż

• Fabijańscy Makaron z zielonego groszku

• Livity danie na gotowo Orient

• Green Spoon olej lniany

• Terrasana krem z pestek słonecznika

• Foods by Ann Płatki owsiane bezglutenowe

• Vero Sok jabłko – agrest

• Quin Bite Baton czekolada mięta

• Bio Europa karob

• Fresano orzechy brazylijskie 150 g

• Masło bazyliowe Palce Lizać 200 g

• Basia Basia laskolada

IMG_20181122_124339_541

IMG_20181122_123826_078