Doskonały sos z grzybów leśnych

Wygląd na to, że zostałam mężczyzną.

Bo że niby tylko mężczyzna ma zasadzić drzewo, zapłodnić syna i postawić dom? Pff.

Drzewo już zasadziłam. Co prawda to była choinka która została nam po świętach. No i dałam ją Mamie żeby zasadziła przed klatką ale to jakbym jak to robiła, co nie?

Postawiłam dom! Owszem, przyczepę kempingową. Na polu namiotowym. Ale nie wiecie jak trudno na Półwyspie helskim znaleźć miejsce pod przyczepę.

„Nie zdążyłam zostać matką/ojcem”. Ale ale, podsuwam zamiennik – umiem wykarmić rodzinę upolowanym mięsem.
Tak, dwuosobową rodzinę.
I tak, wegetariańskim mięsem. Mięsem lasu, czyli grzybami, oczywiście.

Dziś na ich bazie pokazuję Wam jak przygotować sos doskonały, którego nie powstydziłby się dobry chef kuchni. Idealny do sosów, tart czy makaronów.

Co ważne – dostajecie ode mnie przepis na bazę. Jeśli będziecie serwować sos zaraz po przygotowaniu – czyli tak jak ja, na plackach ziemniaczanych – baza będzie w sam raz. Jeśli jednak, sos ma czekać na podanie np. do pieczeni, bądź makaronu, znacznie stężeje.

Co to dla Was znaczy? Że będzie należało go rozrzedzić. Do tego celu użyjcie dodatkowych ok. 50-70 ml śmietanki bądź wywaru. Do zależy od Was. Pamiętajcie jednak, że przy śmietance będzie należało sos dodatkowo doprawić bo straci na esencjonalności, natomiast przy solonym wywarze jedynie dopieprzyć. Działajcie jak prawdziwy chef swojej kuchni czyli kombinujcie. Enjoy! :)

IMG_20190808_182845_129

IMG_20190627_125621_962

IMG_20190718_212259_624

IMG_20190627_125546_319

IMG_20190723_175049_615

IMG_20190724_224006_751

IMG_20190724_224157_027

IMG_20190724_224356_167

IMG_20190724_223817_187

Składniki

400 g grzybów leśnych – np. maślaków i podgrzybków bądź mixu z pieczarkami pół na pół
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
3 kopiaste łyżki solonego masła
łyżka oleju rzepakowego
125 ml bezmięsnego, doprawionego, solonego wywaru warzywnego
125 ml śmietanki 30% + zapas (o czym wyżej)
czarny pieprz
2 łyżki posiekanej natki pietruszki

IMG_20190723_175559_444

IMG_20190624_182830_342

IMG_20190725_115608_404

 

IMG_20190720_191042_170

Przepis

Grzyby należy oczyścić, pokroić kapelusze na paseczki, nóżki na plasterki. Cebulę drobno posiekać, czosnek również. Na patelni roztopić 2 łyżki masła i oliwę. Włożyć cebulę i usmażyć. Dodać czosnek. Wlać bulion i zagotować. Dodać resztę masła. Zwiększyć ogień i dodać grzyby. Smażyć na dużym ogniu by się „zamknęły” przez około 5 minut – okazjonalnie mieszając. Wlać śmietankę i zredukować płyn na średnim ogniu. Dodać pieprz i pietruszkę. Ewentualnie posolić. Smacznego!

nfd

IMG_20190808_182237_349

IMG_20190808_182413_247

IMG_20190808_182513_094

IMG_20190808_182753_787

IMG_20190808_182655_016

Biały krem „zero waste” z głąba i liści kalafiora

Tak, prowadzę warsztaty kulinarne także z zasad i przepisów „zero waste”, co nie znaczy, że raz na jakiś czas nie podrzucę Wam gratisowo tu mojej super receptury w tym równie super temacie. Dziś krótko i na temat – sięgniemy po to, co zazwyczaj wyrzucacie, czyli resztki - w postaci liści i głąba KALAFIORA.

Kalafior to kapusta. Dlaczego więc nie smażymy jej liści i głąba albo dusimy? Tego nie wiem, ale bardzo Was do tego zachęcam!

IMG_20190625_190934_166

Składniki

liście, łodygi i głąb z dużego kalafiora
2 gałązki natki pietruszki
masło 20 g
olej rzepakowy 20 ml
2 ząbki czosnku
średnia cebula
100 ml śmietanki 30%
sól morska
świeżo mielony pieprz
400 ml doprawionego bulionu
do dekoracji – pestki dyni, wędzona papryka, oliwa dyniowa

 

Przepis

Liście i głąb kalafiora dokładnie myjemy i kroimy. Czosnek szatkujemy, cebulę kroimy w piórka. W garnku rozgrzewamy masło i olej, wrzucamy tak przygotowane produkty. Smażymy przez ok. 3 minuty, następnie dusimy pod przykryciem na mniejszym ogniu przez kolejnych 7.

Dodajemy bulion, natkę pietruszki, sól i pieprz. Gotujemy na niewielkim ogniu aż wszystkie składniki będą miękkie.

Blendujemy. Odrobinę gorącego płynu wlewamy do śmietanki i miksujemy. Dodajemy do reszty tworząc gładki krem. Ewentualnie doprawiamy do smaku solą i dodatkowo pieprzem.

Pestki dyni prażymy na suchej patelni z odrobiną soli.

Krem skrapiamy oliwą, oprószamy wędzoną papryką i posypujemy pestkami. Gotowe!

P.S. Jeśli uznasz że krem jest za gęsty możesz go rozcieńczyć bulionem lub śmietanką.

Serowe pesto z pietruszki

Dzień dobry! Ostatni tydzień był mocny – odpaliliśmy stronę nowego projektu www.kulinarnib2.pl, udało nam się zrealizować z tego powodu konferencję prasową, opublikowałam e-booka i podpisałam umowę na przeszkolenie wykładowców jednej ze szkół średnich w zakresie diety wegańskiej. To najważniejsze punkty bo pośrednio pojawiło się kilka pięknych projektów kulinarnych. A, że udało mi się już zrobić plan na najbliższy tydzień to pozwalam sobie jeszcze na opublikowanie tego jakże py szne go przepisu. Przysięgam, zróbcie, a nie pożałujecie!

IMG_20190616_220959_085

Składniki

2 duże pęczki natki pietruszki
szklanka oleju rzepakowego 250 ml
150 g twardego sera cheddar
100 g słonecznika
1/2 łyżeczki soli
szczypta chilli
ząbek czosnku (lub dwa jeśli lubisz mocne smaki)

IMG_20190616_220338_991

Przepis

Natkę umyj pod zimną, bieżącą wodą. Osusz. Odkrój ogonki, resztę listków na łodyżkach zostaw. Całą natkę posiekaj niedbale i wrzuć ją do miski z olejem i ząbkiem czosnku. Zblenduj. Dodaj starty na małych oczkach ser. Wymieszaj, dodaj chilli, wymieszaj. Spróbuj i dodaj soli jeśli potrzeba.

Słonecznik upraż na złoto na suchej patelni i dodaj do masy. Zblenduj znów. Ponoć najlepiej smakuje gdy się „przegryzie” choć ja wyżerałam tę pychotę od razu łyżeczką po przygotowaniu :)

 

IMG_20190616_220526_152

Chłodnik idealny

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja wierzę. Pokazał mi ją Jan Kuroń. Osobiście. Za budą z burgerami. Podczas przerwy. A sama przerwa zaistniała między jego jednym a drugim pokazem live cooking… na dożynkach. Wówczas byłam jeszcze pełnoetatowym dziennikarzem (choć biorąc pod uwagę fakt, że wysłano mnie po materiał z tego wydarzenia, z perspektywy czasu wywołuje pewne wątpliwości…). Funkcjonowałam już co prawda jako bloger z zakusami na założenie szkoły gotowania, a będąc dziennikarzem przeprowadziłam z Janem wywiad na temat jego kulinarnych inspiracji – za co dostałam kubek chłodnika.

Zaserwował on wtedy słuchaczom właśnie tę mą miłość od pierwszego wejrzenia - zimną zupę przypominający tarator, czyli w bułgarskim stylu. Ja dziś proponuję Wam buraczaną odmianę tego dania. Smacznego.

IMG_20190516_192656_506

Składniki (na 4 porcje)

botwina – pęczek
ogórek gruntowy – 2 szt.
koperek – 1/4 pęczka
szczypior – 1/4 pęczka
maślanka – 500 ml
bulion warzywny 500 ml
jogurt naturalny – 2 łyżki
sól, pieprz, cukier, sok z cytryny – do smaku
4 jajka – ugotowane na twardo

IMG_20190516_192130_259

IMG_20190516_192030_411
Przepis

Buraczki pokrój w małą ostkę, nie obieraj bo młode są miękkie i nie ma takiej potrzeby. Ugotuj je w bulionie. Pod koniec dodaj drobno posiekane liście botwiny wraz z łodyżkami – nie musisz dodawać wszystkich. Ostudź.

Dodaj maślankę i jogurt, dopraw. Dodaj pokrojone ogórki, szczypior i koper, wymieszaj.

Podawaj na zimno, z połówkami jajka ugotowanego na twardo, posypane świeżym koperkiem i szczypiorkiem.

IMG_20190516_190934_281

Tradycyjne pyzy idealne

Nie przypominam sobie by w mojej rodzinie była tradycja lepienia pyz. Nie pisze tu tego z wyrzutem, po prostu nie pamiętam. Gotowanie kojarzy mi się głównie z babcią a tej nie ma z nami od przeszło dwudziestu lat. Mama owszem, gotowała, ale przy dwójce dorastających dzieci z równie wyrastającymi potrzebami musiała w końcu iść do pracy. A to jak wiadomo ogranicza nas, kobiety całkiem znacznie. Po prostu nie da się być idealną panią domu ciągle gotując i dbając o anturaż, być perfekcyjną żoną a do tego spełniać się zawodowo – wspinać po szczeblach kariery bez uszczerbku na innych relacjach czy obowiązkach ( przynajmniej ja nie potrafię).

Nikt nie uczył mnie więc robienia pyz. Generalnie zawsze była to dla mnie jakaś czarna magia, więc skupiałam się na zakupie gotowych produktów sprzedawanych na zafoliowanej tacce lub bywałam obdarowywana przez rodzinę gotowcami. Na początku mojej powiedzmy kariery zawodowej, przy przerzucaniu się z dziennikarza na kucharza i chefa nie towarzyszyli mi dobrzy mentorzy, którzy stawiali na podstawy kuchni polskiej. Dopiero od niedawna modny staje się powrót do naszej korzeni. A wśród dań te korzenie reprezentujących są zdecydowanie pyzy.

Pyzy są podstawą podstaw dobrego kucharza, must have kulinarnych umiejętności. Przepis który Wam tu daję jest mocno przetrenowany i przysięgam – borze liściasty, niech mi wiśniówka przestanie smakować jeśli Wam w kuchni nie wyjdzie. Uczcie się, bo nikt za Was tego nie zrobi :) Powodzenia!

IMG_20190427_202033_976

IMG_20190427_202133_788

IMG_20190426_125030_734

Składniki

500 g pszennej mąki plus do podsypania
2 jajka rozm. L
30 g świeżych drożdży bardzo dobrej jakości
szklanka mleka roślinnego 250 ml – może być sojowe czy ryżowe
3 kopiaste łyżki roztopionego masła
płaska łyżka cukru
1/2 łyżeczki soli

IMG_20190427_223123_664

IMG_20190426_125229_195

IMG_20190426_130650_571

IMG_20190426_130411_048

Przepis

Drożdże rozpuszczamy z cukrem oraz  łyżką mąki. Dodajemy połowę ciepłego mleka. Mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rozczyn urósł. Mieszamy mąkę z solą, robimy rowek, do składników wlewamy resztę mleka, rozczyn, dodajemy jajka, masło i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy pod ściereczką na ok. godzinę. Po tym czasie dzielimy na krążki z których formujemy kulki. W sumie osiem. Kulki odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na ok. 20 minut, na oprószonej mąką tacy. Następnie parujemy pyzy w parowarze czy garnku do gotowania na parze przez ok. 15 – 20 minut. Nie ściskamy ich by się nie zlepiły. Ważne, by urządzenie do parowania było odpowiednie.  Ja stawiam na piętrowy parowar i pyzy wychodzą zawsze. Podajemy np. z sosem pieczarkowym lub odsmażone na maśle z cukrem.

IMG_20190426_124630_663

Germknödel czyli pyza drożdżowa w słodkim sosie

Są takie momenty w życiu gdy sięgasz po menu albo wchodzisz do sklepu i mówisz „chcę to”. Może to być torebka, kolczyki, albo pyza. Ale nie byle jaka pyza. Gorąca, wypełniona owocowym nadzieniem pyza, podawana z waniliowym sosem i makiem. Wyobrażacie to sobie? Jeśli tak, to umieśćcie to danie w szwajcarskich Alpach, na stoku, w restauracji gdzie witają Was tamtejsi mieszkańcy, siedząc w palącym słońcu na oszklonym tarasie. Cudo, prawda?

Ten wyjątkowy deser, którego prostota jest wręcz zniewalająca to Germknödel. Klasyka gatunku posypana makiem. Fajnie prezentuje się na talerzu a jeszcze lepiej smakuje. Bardzo polecam!

IMG_20190423_151541_590

IMG_20190421_133007_404

52153239_2662256840483079_6325647302635552768_n

Składniki (na 2 porcje):

60 g pszennej mąki
jajko rozm. S
4 g świeżych drożdży bardzo dobrej jakości
1/4 szklanki mleka roślinnego – może być sojowe czy ryżowe
1/2 kopiastej łyżki roztopionego masła
1/4 łyżeczki cukru
szczypta soli
powidła śliwkowe gęste – 2 łyżki
mak mielony – 4 łyżki

sos:

mleko roślinne 300 ml
2 żółtka
cukier – 4 łyżki
wanilia – 2 laski
mąka ziemniaczana – łyżeczka

IMG_20190423_151938_490

IMG_20190423_151112_146

Przepis

Drożdże rozpuszczamy z łyżką cukru oraz mąki. Dodajemy połowę ciepłego mleka. Odstawiamy w ciepłe miejsce by rozczyn urósł. Mieszamy mąkę z solą, robimy rowek, do składników wlewamy resztę mleka, rozczyn, dodajemy jajko, masło i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy pod ściereczką na ok. godzinę. Dzielimy na dwa krążki. Na środek każdej pyzy nakładamy powideł, zaklejamy od spodu. Dajemy podrosnąć. Parujemy pyzy w parowarze czy garnku do gotowania na parze przez ok. 15 min. Nie na sicie, cedzaku itp. To ważne!

W tym czasie robimy sos – do szklanki wlewamy 50 ml mleka. Dodajemy żółtka oraz mąkę ziemniaczaną i mieszamy. Do garnka wlewamy resztę mleka. Dodajemy cukier oraz ziarnka wydrążone z wanilii. Mleko podgrzewamy, dodajemy składniki, mieszamy i zestawiamy z ognia.

Germnknödel podajemy na gorącym sosie waniliowym, posypane zmielonym makiem.

52143644_2662257140483049_1934836660374077440_n

Pasztet grzybowy pieczony – do smarowania i nie tylko

Kocham pasztetowe przysmaki miłością wielką. Najbardziej oczywiście te, które sama wytwarzam. Delikatnie słodkie z ciecierzycy, z sosem chrzanowym – idealne na niedzielny obiad. Albo właśnie takie jak dzisiaj – do smarowania na kanapkę.

Porzucając mięso wpadłam w pułapkę gotowych, sojowych wyrobów – w tym okropnych parówek, udawanych serów i właśnie pasztetów. Każda pasztetowa porażka nauczyła mnie jednej rzeczy – że firmy wytwarzające produkty zarówno mięsne i niemięsne nie potrafią zazwyczaj przygotowywać poprawnych receptur na te drugie. Czasami odnoszę wrażenie że naprawdę ci ludzie myślą, że żywimy się kamieniami i trawą.

A że ja smaków mdłych nie lubię, to dziś idziemy w temat grzybowy, który możecie dowolnie jeszcze podkręcać chilli i papryką wędzoną.

IMG_20190311_175546_594

IMG_20190311_180214_473

IMG_20190311_114655_190

Składniki

460 g suchej soczewicy – czerwonej, jeśli nie zależy nam na czasie pieczenia a pasztet ma być kremowy, zielonej, gdy zależy nam na bardziej zwartej formie
4 łyżki płatków owsianych bezglutenowych np. tych
łyżeczka cząbru w proszku
szklanka nieugotowanej kaszy jaglanej (prawie 100 g)
45 g namoczonych, suszonych grzybów – u mnie sarniaki plus dodatkowych kilka sztuk pieczarek jeśli chcecie wprowadzić element zaskoczenia ;]
duża cebula
4 ząbki czosnku
50 ml wiśniówki
łyżeczka słodkiej papryki
łyżeczka nasion kolendry
1/2 łyżeczki cayenne
dowolna ilość wędzonej papryki
łyżeczka startej gałki muszkatołowej
6 jagód jałowca
2 łyżki sosu sojowego
sól
pieprz
doprawiony bulion warzywny – ok. 4 litrów

oraz oczywiście olej do smażenia – najlepiej rzepakowy

IMG_20190311_175445_754

IMG_20190311_175805_564

IMG_20190311_175728_533

IMG_20190311_175924_174

IMG_20190311_180021_510

IMG_20190311_175952_398

Przepis

Zalewamy kaszę jaglaną wrzącym bulionem, dodajemy cząber i jałowiec, zakrywamy garnek pokrywką i gotujemy. Soczewicę płuczemy, wrzucamy do garnka z gotującym się bulionem i gotujemy po czym dokładnie odcedzamy.

Cebulę i czosnek siekamy i smażymy oleju. Dorzucamy odcedzone i posiekane grzyby. „Zamykamy” je wysoką temperaturą. Wszystkie składniki wrzucamy do miski, dodajemy resztę półproduktów – prócz soli i pieprzu. Wyławiamy jałowiec i blendujemy. Pieczarki kroimy w plastry i smażymy na mocno rozgrzanym oleju, dodajemy do masy.

Masę pieprzymy i solimy. I teraz wielka UWAGA – spróbujcie surowej masy bo składniki powinny być mocno wyczuwalne, ale nie za słone. A łatwo jest tę potrawę przesolić. Tak jak w trakcie pieczenia niektóre aromaty się ulotnią, tak sól pozostanie. Bulion był doprawiony, możliwe że soli już wystarczy – oceńcie sami.

Pasztet przelewamy do keksówek wyłożonych papierem do pieczenia. Wstawiamy blaszki na środkową półkę do piekarnika rozgrzanego na 140°C.

Jeśli pasztet ma być mazisty użyjcie czerwonej soczewicy i pieczcie go ok. 3 godzin. Jeśli pasztet ma być zwarty – dwie godziny dłużej. Sztuka polega na… wcześniejszym poznaniu możliwości swego piekarnika i posiadania patyczka do sprawdzania masy.

I kolor – choć kocham pasztety jasne, wręcz pomarańczowe to ten – żebyście nie wiem jak sie starali – będzie ciemny z racji dodanych grzybów. Jeśli jednak wybierzecie suszone kurki – jaśniejszy.

Pasztet pięknie komponuje się np. w opcji z kluskami i sosem grzybowym, lub ziemniakami i sosem żurawinowym. Zresztą – sprawdźcie sami.

IMG_20190311_180126_733

IMG_20190311_114549_759

 

Podczas gotowania użyłam produktów sklepu ORGANICMANIA.PL – w tym bezglutenowych płatków owsianych z serii Foods by Ann. Uwielbiam eksperymenty, a że obecnie skupiam się na specjalistycznych dietach cateringowych to bezglut nie jest mi obcy.

Płatki (które nomen omen sprzedawane są w pięknym opakowaniu w stylu czarny mat) nie zawierają laktozy i są przyjazne weganom.

Wybierając płatki postawcie na owsiane, bo nie dość, że są najbogatsze w białko, to także posiadają najlepszy zestaw aminokwasów. Pokrywają zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze, dostarczają błonnika, beta-glukanu, węglowodanu mającego m.in. właściwości prebiotyczne, a przede wszystkim – spowalniają przyswajanie cukrów zapobiegając otyłości. Takie płatki możecie także zapiec w chlebie, ciasteczkach, batonikach, podać z jogurtem albo z tym jogurtem nałożyć na twarz – by oczyścić i odświeżyć cerę!

IMG_20190311_175635_595

IMG_20190311_114327_054

 

Wegańskie, „oszukane” kluski – dodatek do wszystkiego

Dosyć oszukane. Wyglądają trochę jak szagówki (tudzież kopytka), a smakują jak świeże gnocchi. Te perfekcyjnie przygotowane, czyli miękkie ale sprężyste, rozpływające się w ustach. Oczywiście o ile dobrze je przygotujecie. Bo stworzenie klusek z mąki, tłuszczu i płynu ma jeden minus (albo plus?) – musicie wykonać pewną ilość prób by rozpoznać po wilgotności powietrza, porze roku itp. ile mąki ciasto powinno zabrać. Gotując ten przepis np. na poddaszu zimą, gdy mamy okres grzewczy i suszy się pranie mąki schodzi mi więcej. Przygotowując kluchy na świeżym powietrzu latem zejdzie mniej. I tak dalej. Pamiętajcie po prostu – gotowanie to zestaw procesów chemicznych. Nie zawsze wierzcie więc do końca przepisowi, bądźcie przygotowani na delikatne dostosowanie go do panujących u Was warunków, ale nigdy, ale to nigdy nie traćcie ducha kuchennej walki!

IMG_20190223_215017_642

IMG_20190223_214945_260

IMG_20190223_215211_386

Składniki

125 ml mleka roślinnego

10 g masła roślinnego

125 g mąki pszennej plus dodatkowa do podsypania (możliwe że i drugie tyle)

jajko rozm. S

szczypta soli

IMG_20190223_215300_757

IMG_20190223_214813_813

Przepis

W garnku o grubszym dnie gotujemy mleko z masłem oraz solą i – ciągle mieszając – wsypujemy stopniowo mąkę. Mieszamy energicznie szpatułą, po czym ugniatamy ciasto kostkami dłoni uważając przy tym, by się nie poparzyć. Ciasto odstawiamy do zaparzenia pod ściereczką. Do ciasta dodajemy rozbełtane jajko. Mieszamy i formujemy szeroki, dług placek o grubości ok. 1 cm. Podsypujemy i posypujemy go mąką. Kroimy na trzy paski a każdy w poprzek, jak kopytka. Zejdzie nam mąki na podsypywanie klusek które szybko łapią wilgoć. Gotujemy je wartko po pokrojeniu we wrzącej wodzie kilka minut od momentu wypłynięcia. Podajemy np. z masłem, cukrem i śmietaną albo sosem pieczarkowym czy jakąś pyszną wege pieczenią.

Pieczone pączki z porzeczkami i karobem

Wiem, że może na to nie wyglądam, ale fanką słodyczy nie jestem. I wiem, że możecie znaleźć u mnie dużo przepisów związanych ze słodkościami, ale na swoją obronę odpowiem, że mam w domu tzw. „słodką dziurkę” (czyli pochłaniacza łakoci wszelkiej maści). To znacznie ułatwia mi pracę przy blogu w sytuacji, gdy napadnie mnie mania pieczenia serników, dietetycznych, słodkich tortów, czy innych szaleństw.

Do czego Was zdecydowanie zachęcam. Zwłaszcza że dziś będzie mowa o pączkach (bo nadchodzi Tłusty Czwartek). Ja przewrotnie w to święto łakomczuchów na pączki ochoty akurat nie mam, choć piec je i smażyć lubię bardzo. Musicie widzieć, że samodzielny wyrób tego przysmaku owszem, jest pracochłonny, ale opłacalny pod kątem zdrowotnościowym. Bo kupne pączki często wypiekane są z wcześniej przygotowanej masy. Jest to produkt głęboko mrożony, a termin jego przydatności to nawet i 24 miesiące.

Z kolei przy produkcji tradycyjnej używany jest smalec o wyższej temperaturze palenia, przez co nie wytwarzają się w nim związki kancerogenne. Jako jednak, że ja spożywanie zwierząt potępiam (i trochę unikam tłuszczu) zdecydowałam się pączki upiec.

Jeśli ktoś będzie starał się Wam wmówić, że smażone i pieczone pączki są takie same w smaku – nie dajcie się oszukać. Te pieczone są bardziej zbite, mają zdecydowanie strukturę bardziej podobną do drożdżówki, ale też ogromny plus – nakładacie tyle domowych powideł czy konfitury ile dusza zapragnie. Dziś w opcji z lukrem karobowym, żurawiną i skórką mandarynkową.

IMG_20190216_201135_790

IMG_20190216_201040_288

IMG_20190216_203309_796

Składniki

100 ml roślinnego mleka

50 g świeżych drożdży

390 g mąki orkiszowej (plus do podsypania i łyżka do rozczynu)

50 g stewii + 12 g do rozczynu

3/4 łyżeczki soli

2/3 szklanki puree z jabłka (bez skórki)

140 g masła klarowanego

dżem porzeczkowy – 8 łyżeczek

lukier

skórka z połowy mandarynki

3 łyżki karobu*

3 łyżki stewii

łyżka soku z mandarynki

3 łyżki oleju kokosowego

+ żurawina do ozdoby

IMG_20190216_201721_502

IMG_20190216_201808_532

IMG_20190216_202217_904

IMG_20190216_203146_226

IMG_20190216_202907_677

IMG_20190216_202114_177

IMG_20190216_202031_789

Przepis

Produkty z lodówki wcześniej ocieplamy w temperaturze pokojowej. Lodówka będzie tu odgrywała ważną rolę bo to w niej ciasto będzie pracowało na smak i zapach całą noc.

Bardzo ciepłe mleko, pokruszone drożdże, łyżkę stewii i łyżkę mąki mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. To nie potrwa długo. W osobnej, dużej misce mieszamy trzepaczką mąkę, pozostałą stewię i sól. Dodajemy rozczyn i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy puree i wyrabiamy ciasto rękoma przez kilka minut. Dodajemy część masła klarowanego, znów wyrabiamy podsypując delikatnie mąką w razie potrzeby. Miskę z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na wyrośnięcia na około godzinę.

Po tym czasie zakrywamy szmatką i odstawiamy na noc do lodówki.

Rano, wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę oprószoną mąką. Dajemy mu chwilę by się ociepliło a następnie wyrabiamy pozbywając się powietrza. Pozostawiamy do wyrośnięcia i dzielimy na 8 kulek. Każdą rozpłaszczamy w dłoni, a na środek kładziemy łyżeczkę dżemu. Formujemy znów kulkę i wkładamy do papilotki. Ja robię je sama obwiązując papier do pieczenia ułożony odpowiednio na szklance (jak na zdjęciu).

Układamy papilotki na blaszce i odstawiamy na ok. 15 minut do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni C i wstawiamy pączki do piekarnika na ok. 10 minut.

Składniki lukru łączymy (prócz skórki) i polewamy pączki gdy ostygną. Posypujemy skórką z mandarynki i ozdabiamy żurawiną.

* W przepisie i na zdjęciach użyliśmy karobu – jednego z wielu produktów dostępnych w internetowym sklepie Organicmania.pl – agregatu zdrowej żywności dostępnej za kliknięciem.

IMG_20190216_204358_945

BIO EUROPA KAROB BIO to dwustugramowe opakowanie mączki z drzewa karobowego (inaczej chleba świętojańskiego). Za kilka złotych możecie nabyć iście prozdrowotny produkt. Bo karob – przypominający w swej konsystencji i wyglądzie kakao – jest źródłem witamin B1, B2, B3, A, E, D, minerałów takich jak magnez, żelazo, fosfor i wapń, pektyn, czy śluzów i garbników hamujących rozwój bakterii. Obniża też poziom cholesterolu we krwi, poprawia trawienie, jest bezglutenowy i z powodzeniem mogą go spożywać dzieci, bo nie zawiera cukru ani glukozy, a – w przeciwieństwie do kakao – nie ma też teobrominy, która działa pobudzająco i może powodować nadpobudliwość u maluchów. Spotkałam się z opinią, że karobem można zastąpić kawę co akurat pomysłem wydaje mi się lichym, natomiast polecam go do budyniu, owsianki, smoothie, czy po prostu tak jak dziś – jako składnik polew.