Kompot i dżem zero waste – z rabarbaru, truskawek, imbiru i jabłek

Zaraz przyjdą, zaraz będą. Truskawki. Będą wszędzie – na facebookowym wallu i insta, czając się za każdym rogiem. Dumnie prezentowane przez kobiety i mężczyzn sprzedających je w kobiałkach wprost z bagażników polonezów i innych mobilnych przybytków. Póki co, póki jeszcze ich nie ma u mnie w mieście (bo w warszawskich, modnych halach można je kupić już po 16 zł/kg) korzystam z tego co mam pod ręką. A że miałam akurat 3 pomarszczone jabłka, kawałek miesięcznego imbiru, 10 zwiędłych rabarbarów i kilka mrożonych truskawek nie nadających się do koktajli to postawiłam na kompot by z pokompotowej pulpy zrobić dżem. Bo nie ma nic bardziej swojskiego niż pajda chleba z wiejskim masłem i domowymi przetworami.

Dziś wszystko w opcji zero waste – bez wyrzucania, bez marnowania, czyli gotowanie „z głową”!

IMG_20180512_125009_780

IMG_20180511_152608_028

IMG_20180511_152644_237

Składniki

10 pędów rabarbaru
3 średnie, polskie jabłka
obrany korzeń imbiru – ok. 2 łyżki
3 litry wody
1 szklanka brązowego cukru

IMG_20180512_125038_901

IMG_20180511_152235_994

IMG_20180511_153210_171

Przepis

Wodę zagotowujemy z posiekanym imbirem i cukrem, wrzucamy pokrojony rabarbar i jabłka i gotujemy do miękkości, aż kompletnie wydobędziemy smak z owoców. Odcedzamy. W razie potrzeby schłodzony kompot można dosłodzić miodem lub podkreslić smak sokiem z cytryny.

IMG_20180512_124935_050

 

Domowy makaron | Homemade pasta

Makaron to coś co mnie pasjonuje, mieszanina podstawowych składników z „płynnym złotem” – czyli żółtkiem – na czele, która w efekcie daje bazę do nieliczonych dań. Możemy ją kolorować naturalnymi barwnikami, uplastyczniać wedle naszego „widzi mi się”. Do tego zabawa z mąką, przechodzeniem z jednej struktury w kolejną, dowolne formowanie by na koniec spałaszować efekt pracy swoich rąk. Wyrób domowego makaronu to dla mnie taki „must have” umiejętności każdej gospodyni, tak jak własnej produkcji powidła śliwkowe, domowy ketchup czy sernik.

Mi makaron kojarzy się z niedzielną babcią, czyli taką, która rano wstawała nie po to by otworzyć swój sklep ale po to, by zadbać o obszerne menu jakie zaplanowała na odświętny obiad. Kiedyś każda niedziela była świętem. Lubiłam te dni, zwłaszcza te wiosenne gdy po przechadzce po wiosennym kaliskim parku szliśmy z rodzicami ul. Górnośląską by w końcu dotrzeć do skrzyżowania z ul. Podmiejską gdzie w długim bloku, w trzeciej klatce ozdobionej jarzębiną na ostatnim piętrze mieszkali dziadek z babcią.

Jeszcze ciekawsze były te weekendy, gdy z soboty na niedzielę zostawałam tam na noc a rankiem oglądałam tę całą krzątaninę. Były kotlety mielon. Niesamowicie wiele kotletów mielonych, które potem każdy członek rodziny dostawał w wałówce do domu i jadł przez najbliższe dni. Jeśli znudziły się z ziemniakami, jadło się je w bułce, przekrojone na pół i posmarowane musztardą. Pamiętam, że babcia przygotowywała kapustę na ciepło mieszając ją w garnku, zanurzając rękę daleko za łokieć. Pamiętam też makaron do rosołu – cienko rozwałkowane ciasto o przepięknej strukturze i żółtych nitkach które wychodziły z maszynki tymczasowo przymocowanej do stolnicy. Wtedy zakorzenił się w mej świadomości typ domowego makaronu jaki po prostu powinien obowiązywać wszędzie – sprężysty, stawiający delikatny opór zębom, jakby informujący – „nie jesz tylko rosołu, jestem tu jeszcze i ja i to ja jestem gwiazdą tego talerza!”.

Przepis który znajdziecie poniżej jest właśnie oryginałem jaki zapamiętałam z czasów dzieciństwa. Choć przyznam, że często zdarza mi się sięgać po inny, prostszy, w którym przypada 1 żółtko na 100g mąki pszennej. I tyle. Nie zmienia się jedno – lubię mój makaron kroić odręcznie, w niekoniecznie idealnej szerokości wstążki, co nadaje mu przyjemnego, rustykalnego wyglądu.

Życzę Wam nie tylko smacznego ale i dobrej zabawy, wyluzowania się przy ugniataniu ciasta i radości przy jedzeniu!

IMG_20180408_152027_903

IMG_20180408_153422_527

Składniki

100g mąki pszennej + do podsypania

jajko rozm. L

żółtko jajka rozm. L

1/2 łyżeczki oliwy z oliwek

1/2 łyżeczki soli

IMG_20180408_153145_823

IMG_20180408_153106_171

Przepis

Na blat należy najpierw przesiać mąkę, uformować kopczyk, w środek wbić jajko i szybko zagnieść. Następnie dodać żółtko, sól, dolać oliwę i połączyć ze sobą składniki zagarniając mąkę do środka. Zagniatamy gładkie i sprężyste ciasto, które – uformowane w kulkę – odstawiamy na ok. 1/2 godziny.

Ciasto należy rozwałkowywać podsypując mąką. Mąka jest tu ważna gdyż następnie powinniśmy zawinąć ciasto w rulon i pokroić ostrym nożem. Chodzi o to by przy krojeniu makaron nie skleił się. Następnie rozsypujemy kluski w dużych odstępach na stolnicy. Możemy je ugotować lub wysuszyć w przewiewnym, suchym miejscu i użyć później.

przyb (2)

Ingredients

1 yolk

1 egg

1/2 teaspoon of salt

1/2 teaspoon of olive oil

100g flour

zupa

Recipe

Make a well in the center of the flour and add the egg. Combine, and add yolk, salt and olive oil. Knead the pasta dough for 8-10 minutes. Allow it to rest for around 20 minutes. After the resting period, roll  dough into a flat circle and cut as you want. Just roll each portion of dough and then cut into thin strips. Your noodles will rustic, but they’ll taste amazing. You can either cook your pasta right away (3-4 minutes in boiling water) or dry it for later.

przyb (1)

IMG_20180408_154024_321

Lekka sałatka z sosem z sera owczego, pieczonym bakłażanem, winogronem, gruszką i goji

Nie ukrywam że pałam ogromną miłością do różnego rodzaju serów. Co prawda nie jestem osobą z serii „im bardziej śmierdzący tym lepiej” ale lubię wyszukiwać, próbować i porównywać.  Największymi znawcami i najbardziej uznanymi producentami serów są ponoć Francuzi, Włosi, Szwajcarzy i Holendrzy. Tymczasem będąc ostatnio na Wyspach Kanaryjskich odkryliśmy, że tamtejsi mieszkańcy lubują się w serach kozich i owczych. Kozie – jako najstarsze na świecie – polecane są dla alergików, przy czym łatwo wybadać czy jest to ser dobrej jakości. Jeśli jest gorzki oznacza to że został wyprodukowany z mleka które dały… nieszczęśliwe zwierzęta. Kiedy koza jest niezadowolona? Ano na przykład wtedy gdy jej gospodarz trzyma ją w zamknięciu nie pozwalając skubać trawki na wolnym wybiegu.

Koza może i jest charakterna ale owca to dopiero zagadka. Jako jedyne zwierzę domowe u którego nie występują nowotwory, a jego mleko zawiera kwas linolowy który obniża masę ciała, pobudza układ odpornościowy, działa przeciwmiażdżycowo oraz obniża ciśnienie krwi. Ser owczy świetnie komponuje się z gruszkami, kruchym ciastem i czekoladą. Najlepiej znanym Polakom przedstawicielem serów owczych jest oscypek wyrabiany w okresie od maja do września, zaś sprzedawany do końca października. Jednak nie tylko my lubujemy się w jego smaku – na rynku mamy przecież włoski Pecorino, grecka Feta, hiszpański Manchego i francuski Roquefort.

I to właśnie ten ostatni będzie nam potrzebny w dzisiejszym przepisie. Stawiamy na jego mocny, wyrafinowany smak i ostry zapach. Enjoy!

IMG_20180227_205455_161

IMG_20180227_204342_747

Składniki

300 g miksu sałat – rukoli, roszponki, lollo, radicchio
4 łyżki suszonej jagody goji (opcjonalnie rownież słonecznik czy pestki dyni)
ok. 10 zielonych winogron
1/2 zielonej gruszki
40 g bakłażana

sos
50 g sera Roquefort
2 łyżki soku z cytryny
150 ml słodkiej śmietanki 36 proc.
sól i pieprz do smaku

 

Ingredients

300 g of lettuce leafes
4 tablespoons of dried goji
about 10 grapes
1/2 of pear cored and chopped
40 g ofeggplant

50 g of Roquefort cheese
2 tablespoons of lemon juice
150 ml cream
salt and pepper

IMG_20180227_204530_330

IMG_20180227_204554_860

Przepis

Bakłażana kroimy w plastry, układamy na blaszce, posypujemy solą. Odstawiamy. Składniki sosu łączymy. Bakłażana opłukujemy z soli, układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem i pieczemy aż zmięknie. Studzimy i jeśli jego skórka jest gorzka – pozbywamy się jej.

Sałatę układamy na półmisku a na niej – pokrojoną w słupki gruszkę, na pół winogrona oraz kawałki bakłażana. Całość polewamy sosem i obsypujemy jagodami goji. Serwujemy jako dodatek bądź z pieczywem.

 

Recipe

First you have to bake slices of eggplant. Take cheese, lemon juice, cream, salt, pepper and mix all ingredients together. In a large serving bowl, layer lettuce, pears, baked eggplant and grapes. Pour dressing over salad, sprinkle with goji and serve. Enjoy!

IMG_20180227_205334_995

IMG_20180227_204359_504

IMG_20180227_204817_721

TK Maxx w końcu w moim mieście <3

Zawsze z chęcią przyjmuję zaproszenia na eventy promujące różne marki, a jeśli takie odbywają się w Kaliszu, tym bardziej jest mi miło sprawdzić co nowego słychać w rodzinnym mieście. Tydzień przerwy w wyjazdowych warsztatach kulinarnych zaowocował wizytą w nowo otwartym TK Maxx. Jeden z największych sklepów kaliskiej Galerii Amber zachęca przestronną powierzchnią do odwiedzenia wszystkich, lub choć jednego z sześciu działów tematycznych jakimi są moda damska, moda męska, akcesoria, obuwie, produkty dla dzieci oraz produkty dla domu.

Nie ukrywam że jako bloger szczerze zakochany w gotowaniu, jedzeniu, odkrywaniu nowych smaków i rozmawianiu o tych czynnościach ze wszystkimi, którzy mają na to akurat ochotę, jako punkt honoru postawiłam sobie dokładne sprawdzenie zasobów działu gospodarczego. Żadna ze mnie perfekcyjna pani domu, mieszkania czy nawet ogródka, ale nie oszukujmy się – jeść to ja potrafię i zawsze przykładam wagę do tego, by było czym i z czego.

P1390634

P1390660

CollageMaker_20180222_161839932

P1390656

P1390697

TK Maxx od dawna plasował się wśród moich faworytów skrzętnie odnotowywanych jako jeden z obowiązkowych punktów wycieczek miast które zwiedzam. Lubię szukać promocji i szczerą radochę sprawia mi porównywanie cen na metkach. A że prędzej wydam 200 złotych na fascynującą mnie pozycję w menu z cyklu „street food” czy ręcznie malowane pałeczki do ryżu niż 20 złotych na t-shirt, musiałam nauczyć się prostej czynności – jak kupować produkty ładne, ale nie przepłacać. Tu TK Maxx wręcz szarżuje z pomocą. Plus za różnorodność bo jeszcze nigdy nie udało mi się w jednym miejscu znaleźć np. ukochanych przeze mnie, naturalnych, drewnianych desek do krojenia chleba i przypominających wenezuelskie, kolorowe czaszki rzeźb dla przyjaciółki. Na sklepowych półkach, pod jednym dachem możecie bowiem znaleźć i stylowe ubrania, buty, akcesoria, a – z racji powoli zbliżającej się wiosny – także lżejsze kurtki i płaszcze, sportowe bluzy, czy wielkanocne artykuły do dekorowania wnętrz.

P1390663

P1390671

P1390664

P1390666

CollageMaker_20180222_144748783

TK Maxx jako czterdziesty sklep sieci jest otwarty dla kaliszan od 22-go lutego i po przywitaniu ich licznymi atrakcjami i konkursami – np. „HELLO Czerwony Wieszak” który polegał na znalezieniu ukrytych na terenie sklepu 29 wieszaków w różnych kolorach – zachęca do odwiedzania go regularnie. Warto to robić, bo dostawy nowych produktów trafiają do sklepu kilka razy w tygodniu i od razu wędrują na sklepowe półki, a więc właściwie codziennie można odkrywać nowe skarby. Bardzo często są to pojedyncze sztuki, które za chwilę mogą zniknąć.

Dla tych, którzy gubią się w obliczu tak dużego asortymentu mam kilka wskazówek mogących pomóc podczas wizyt w ich sklepach:

 

Do zakupów podejdźcie z „otwartą głową” – bo często znajdziecie tam produkty, których nawet nie szukaliście, a będą Wam służyć.
Wrzucajcie od razu do koszyka to co wpadnie Wam w oko – bo produkty w TK Maxx to często pojedyncze sztuki markowych kolekcji i za chwilę mogą zniknąć.

Bawcie się w łowienie perełek – np. w działach modowych, z podziałem na kategorię (np. sukienki) oraz rozmiar (np. 38). Łowy czas zacząć!
Macie tylko chwilę? – Róbcie zakupy z misją! Odwiedźcie tylko jeden z działów (np. akcesoria, dział dla domu, buty) i szukajcie pokus tylko w obrębie tej części sklepu
Odwiedzajcie sklep często – bo do każdego sklepu asortyment dostarczany jest kilka razy w tygodniu, aby klienci zawsze mieli duży wybór unikalnych produktów

Warto pamiętać, że w TK Maxx dostępne sa karty upominkowe, ważne bezterminowo. Można je kupić w każdym z 40 sklepów, a także online.

Wyszukiwarkę sklepów znajdziecie tutaj.

CollageMaker_20180222_161723013

 

Bok choy, pak choy czyli jak ciekawie podać kapustę

Pierwszy raz poważnie jedzone w Azji. Street food. Na rozgrzany w woku olej kobieta wrzuca czosnek, imbir, chili, a na końcu pokrojoną kapustę. Chwila intensywnego smażenia, mieszanie, łyżka rosołu – jak to u nich bywa najczęściej, czyli z kostki – plus sos sojowy, cukier i na stole pojawia się cudna przystawka.

Tego nie da się po prostu zepsuć. Jeśli jesteście w knajpie której menu Wam nie podchodzi sięgnijcie właśnie po pak choy bo tej kapusty – w formie zimnej przystawki czy ciepłego dania – po prostu nie da się źle zaserwować. Kapusta ma grube, dwukolorowe liście, a są one najsmaczniejsze jędrne, soczyste i kruche. Dobrze chrupie się je z dipami na surowo jednak ja wolę je smażyć i zapiekać z różnymi warzywami. Warto też zadbać o sos do kapusty którego smak można dowolnie wzbogacić np. olejem sezamowym by na końcu danie posypać prażonymi orzechami ziemnymi.

P1250528

P1250537

Bok choy zapiekany z warzywami pod białym sosem

Składniki

2 kapusty bok choy
starty korzeń imbiru (1 płaska łyżeczka)
2 ząbki czosnku
łyżka oleju
2 łyżki bulionu warzywnego
ostra papryczka chilli
łyżeczka cukru
2 duże ziemniaki
olej sezamowy

sos
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
szklanka bulionu warzywnego
szklanka mleka
150 g utartego żółtego sera np. ementaler
sok z 1/2 cytryny
gałka muszkatołowa
sól

P1250561

P1250569

P1250579

Przepis

Sos – masło rozpuszczamy w rondelku, wsypujemy mąkę i podsmażamy mieszając. Wlewamy mleko i znów mieszamy energicznie podgrzewając masę na małym ogniu aż będzie gładka. Następnie wlewamy partiami bulion mieszając i po ok. 4 minutach wsypujemy ser żółty. Zmieszaną masę przyprawiamy szczyptą startej gałki muszkatołowej, sokiem z cytryny i solą (o ile bulion nie był doprawiony).

Kapusty należy przekroić na pół i oczyścić. Następnie imbir wrzucić na rozgrzany w woku olej po czym dodać poszatkowany ząbek czosnku i chilli. Drugi rozetrzeć i wymieszać z sosem sojowym, bulionem i cukrem. Na patelnię dorzucamy bok choy, mieszamy, podlewamy sosem i gotujemy aż sos odparuje. Liście układamy w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym olejem sezamowym. Dorzucamy obrane i pokrojone na cienkie plasterki ziemniaki. Warzywa zalewamy połową sosu i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po ok. 10 minutach zalewamy danie drugą częścią sosu i zapiekamy. Podajemy np. z jajem sadzonym, jajkiem poche czy kiełkami.

P1250587

 

P1250588

P1250596

Drożdżowy wieniec | Yeast Wreath

Ale chała! Chrupiąca, drożdżowa, pachnąca, elastyczna w przygotowaniu bo można ją zaserwować zarówno w słodkiej formie – np. na pyszne śniadanie – jak i w tej wytrawnej. W sumie to wieniec, bo od standardowej, drożdżowej chałki zdecydowaniesię różni. Oba te przysmaki łączy jednak obecność drożdży. Osobiście wolę w kuchni posługiwać się świeżymi, bo – o ile nie użyjemy zbyt zimnego lub zbyt gorącego mleka – możemy być pewni że wyjdzie nam idealny zaczyn. Jeśli jednak zdecydujecie się sięgnąć po drożdże suszone to warto wiedzieć jak prezentuje się ich przelicznik. Mianowicie wystarczy ilość drożdży suszonych pomnożyć razy dwa i wyjdzie odpowiednia ilość drożdży świeżych – np. 8 g suszonych drożdży instant = 16 g drożdży świeżych itp.

Pamiętajmy również by dodać do zaczynu odrobinę cukru który przyspieszy pracę drożdży i spulchni je – oraz mąki dzięki któremu osiągnie odpowiednią gęstość.

P. S. W tym przepisie ciasto zostawiamy do wyrośnięcia dwa razy. Jeśli zostawicie je na noc już uformowane – tak jak ja – schowajcie je przykryte lnianą ściereczką w lodówce, a rano odstawcie na kwadrans w super ciepłe miejsce. Dopiero potem zapakujcie do piekarnika.

IMG_20180117_155346_668

IMG_20180117_155943_687

IMG_20180117_163459_337

Składniki

25 g świeżych drożdży
100 ml mleka
szczypta soli
130 g mąki pszennej
łyżeczka cukru
jajko rozm. S
cukier puder – wedle uznania

IMG_20180117_164448_686

IMG_20180117_164011_279

Przepis

Mąkę należy wsypać do miski, zrobić w niej dołek, dodać pokruszone drożdże, cukier, sól, 100 ml bardzo ciepłego mleka i pozostawić wszystko do wyrośnięcia na jakieś 40 minut. Po tym czasie ciasto należy oprószyć mąką, podzielić na dwa długie wałki, zawinąć je razem (podobnie jak zawija się warkocz) i pozostawić do ponownego wyrośnięcia.

Jeśli chcemy by w smaku wieniec przypominał chałkę jeszcze przed podzieleniem ciasta na dwa wałeczki dodajemy łyżkę cukru pudru i 1/2 łyżeczki mąki.

Zaplecione ciasto układamy na blaszce z papierem do pieczenia i smarujemy wierzch rozbełtanym jajkiem. Pieczemy w temp. 200 stopni przez ok. 10 minut sprawdzając stan upieczenia patyczkiem.

Ingredients

100 ml of whole milk
1 Teaspoon granulated sugar
25 g yeast
1 small egg, at room temperature
salt
130 g all-purpose flour, plus more for hands/work surface
additionally icing sugar

 

IMG_20180117_163421_575

IMG_20180117_164225_614

Recipe

Make the dough – heat milk, pour it into the bowl with sugar, salt, flower and yeasts. Mix it, cover with a towel and let sit until the mixture is foamy, for about 40 minutes. After this time you can add additionally icing sugar if you want make your wreath really sweet.

Split your dough into two rollers and combine (like you want to do some challah). Cover the dough loosely with paper towel and let sit in a warm place until doubled in size (about 1 to 2 hours).

Preheat the oven to 390 °F. Grail it and bake for about 10 minutes, until the rolls are golden brown.

IMG_20180117_164131_713

IMG_20180117_163735_657

IMG_20180117_163600_622

IMG_20180117_163646_179

 

Prawdziwa kawa po turecku | Authentic Turkish Coffee

Kawa zasługuje na pieśni pochwalne, stawiam ją na pierwszym miejscu ze wszystkich (bezalkoholowych) napojów świata. Po prostu jest kawa a potem długo, długo, długo nic. Pobudza, nastraja, otwiera mi oczy. Nie da się ze mną rozmawiać rano gdy nie wypiję kawy, raz – bo sama nie chcę, dwa – bo Wy byście tego nie chcieli.

Pijam od zawsze. Najchętniej – tzw. zalewajkę tudzież fusiarę. Ewentualnie lurę (obowiązkowo rano w Polsce). Nie odmówię kawy z maszyny – zwłaszcza gdy maszyna, barista i produkt są na poziomie. Najbardziej jednak lubię rytuał porannego, własnoręcznego mielenia ziaren w ręcznym młynku i przygotowywania sobie kawy samej. Ostatnio do zaszczytnego grona domowych sprzętów doszedł ekspres ale najbardziej cieszy me oczy zestaw zakupiony za marne grosze w tureckiej części Nikozji – jedynej, podzielonej stolicy świata.

Gdy usłyszałam opinię że wedle niektórych nie ma tu ponoć nic do zwiedzania wybuchłam gromkim śmiechem. Wewnętrznym – bo stałam na boso pośrodku meczetu. Owszem, jeśli jesteś turystą łakomym, wypieszczonych bulwarów i palm odwiedź cypryjskie Limassol. Jeśli masz gust, nosisz w sobie odrobinę ciekawości i kultury dla kultury sprawdź na własne oczy jak wygląda stolica w której Cypryjczycy mieszkają po jej południowej stronie, mając za sąsiadów Turków. Co ciekawe – wszyscy kawę pijają w ten sam sposób. Nikozja jest dla mnie piękniejsza po tej tureckiej stronie. Północną część od południowej oddzielają tzw. zielone linie i jest to strefa kontrolowana przez ONZ. Ludzi wielu, a patrząc na to, że w grudniu był niski sezon – aż nadto. Przebiwszy się przez morze podróbek w małych sklepikach wchodzimy na teren zadaszonego targu gdy z minaretu nagle rozbrzmiewa nawoływanie do modlitwy muezina. Ja w tym czasie klęczę wśród setek ozdobnych filiżanek demitasse i tygielków. W końcu decyduję się na swój komplet, a sprzedawczyni poleca mi przy okazji miejsce z którego do Polski mogę zabrać ze sobą tutejszą kawę – a tym samym kawałek wspomnień. Bo ja miejsca oznaczam wspomnieniami ale w postaci smaków i zapachów.

P. S. Szanujcie kawę. Do wyprodukowania garstki ziaren w sam raz na jej filiżankę należy zużyć w sumie 140 litrów wody. A ona odwdzięcza się poprawiając krążenie, uodparniając na działanie promieni słonecznych czy chorobę Parkinsona. Na świecie rocznie wypijamy jej 400 miliardów filiżanek, a statystyczny Polak zużywa w tym czasie 3 kilogramy kawy. Następnym razem zaparzcie jej więcej i użyjcie do podkręcenia smaku grzybów czy kasztanów jadalnych. Naprawdę warto.

IMG_20180108_132445_821

Składniki

tygielek i demitasse – mój zestaw obliczony został na 60 ml czyli na jedną porcję

60 ml zimnej wody

płaska łyżka ekstremalnie zmielonej kawy

cukier – tu macie kilka opcji do wyboru, mianowicie bez cukru, z odrobiną, z dwoma lub czterema łyżeczkami

IMG_20180108_130939_377 IMG_20180108_131118_268

Ingredients

espresso cup (demitasse) and cezve

60 ml of cold water

1 tablespoon extra finely ground coffee (powder consistency)

sugar – 0, 1 or 2 teaspoons (remeber – you can choose „sade” which means no sugar, „az seker” which means little of sugar, „orta” – 2 teaspoons and it’s my favourite or even „sekerli” which means with 3-4 teaspoon)

IMG_20180108_132117_907 IMG_20180108_131517_006 IMG_20180108_131849_303 Przepis

Tu zaczyna się zabawa. Do tygielka wsypujemy drobno zmieloną kawę, cukier, następnie wlewamy zimną wodę i stawiamy na małym ogniu. Należy pilnować mieszaniny, powinna ona „podnieść się” i pokryć pianą jednak nie zagotować. Wówczas zdejmujemy tygielek z ognia i zlewamy 1/3 płynu do filiżanki. Czynność powtarzamy jeszcze dwa razy nie mieszając. Pamiętajcie – kawa z mleczkiem to nie kawa po turecku! Smacznego.

IMG_20180108_132237_199 IMG_20180108_131231_457 Recipe

Fill the cezve with coffee and sugar, add water. Put the cezve on the heat source at low heat. Remove from heat when coffee foams. Pour 1/3 of your coffee in demitasse cup and put the cezve back on the heat source. Watch it closely because it’s easy to overboil. When it bubbles up near the rim of the cezve, lift it a few inches off the heat and turn the heat down to low. Replace a third time, and this time, remove completely from heat when the foam reaches the rim. Remember – stirring may ruin the foam!

Ciasteczka z czekoladą | Cookies with chocolate drops

Ostatnio blog witał Was kawową nalewką. Nie ukrywam – moim zdaniem najlepiej pasuje ona do samej kawy. Takie podkręcone espresso idealne na dwa, pokrzepiające łyki mocno stawia na nogi. Ja lubię potęgować sobie stężenie hormonu szczęścia więc do takiego napoju bogów często serwuję czekoladowe ciasteczka. Lubię je w stylu „vintage” – z zatopionymi w jasnej masie kawałkami gorzkiej czekolady. Początkowo, zaraz po wypieczeniu ciasteczka są miękkie i elastyczne by po ostygnięciu przeistoczyć się w chrupiące krążki.  Sami wybierzcie jaką wolicie wersję a ja życzę Wam smacznego!

IMG_20171222_235429_854

IMG_20171222_232807_604

Składniki

cukier brązowy 180 g
sól – 1/4 łyżeczki
proszek do pieczenia – 1/2 łyżeczki
masło 100 g
jajko rozm. „S”
pokruszona gorzka czekolada 200 g
mąka pszenna 180 g

IMG_20171222_232916_074

Przepis

Cukier, sól i proszek do pieczenia ucieramy z masłem. Dodajemy jajko i mieszamy. Czekoladę łączymy z mąką i dodajemy do masy maślanej. Formujemy kulki o wielkości dużego orzecha włoskiego i chłodzimy w lodówce przez ok. 45 minut. Pieczemy ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 180 stopni przez ok. 10 – 13 minut.

IMG_20171222_233122_019

Ingredients

100g unsalted butter
180g light brown sugar
1 small egg
180g plain flour
½ tsp baking powder
¼ tsp salt
200g chocolate chips

IMG_20171222_233157_688

Recipe

Mix sugar, salt, baking powder and butter. Add egg and chocolate with flour. Stir well. Use a teaspoon to make small scoops of the mixture, spacing them apart on the baking tray. Bake for 10 – 13 mins until they are light brown on the edges and still slightly soft in the centre if you press them.

IMG_20171222_233619_463

IMG_20171222_233712_675

Nalewka kawowa „kawówka” | Coffee liqueur

Każdy kto mnie choć trochę zna wie, że nie jestem fanem napojów bezalkoholowych – wręcz przeciwnie. I choć daleko mi do asów tematu, którzy na polskich podwórkach pędzą bimber lubię sobie czasem pozwolić na stworzenie napitku wedle autorskiego pomysłu. A że film „Big Lebowski” jest mi bliski – podobnie jak i sam drink „White Russian” – tylko chwile dzieliły mnie od momentu gdy sama stwierdzę iż czas stworzyć własną bazę tego napoju a mianowicie likier kawowy.

„Biały Rosjanin” to w praktyce „Czarny Rosjanin” z dodatkowym i zarazem kluczowym składnikiem – mlekiem skondensowanym. Do obu jednak potrzebna jest baza na którą przepis dziś osobiście Wam podrzucam. Smacznego!

IMG_20171211_162311_044

Składniki

5 łyżek kawy mielonej
1,5 szklanki cukru
3 szklanki wrzątku
1 i 1/2 szklanki spirytusu
łyżka ziarenek kawy

Ingredients

2 cups of fine ground espresso
1 cup of hot water
1 cup of sugar
1 and 1/2 cups of alcohol (spirits)

IMG_20171211_161814_430

Przepis

Do dwóch szklanek wsypujemy po dwie i pół łyżki kawy i zalewamy wrzątkiem. Trzecią szklankę wody mieszamy z cukrem. Do syropu przez sitko i gazę przelewamy kawę tak, by nie wlać fusów. Całość studzimy i dodajemy spirytus. Możemy go dodać więcej jeśli wolimy mocniejsze trunki lub też więcej kawy – jeśli nie lubimy słodkich nalewek. Mieszaninę przelewamy do szklanej butelki wsypawszy do niej wcześniej ziarenka kawy. Przed zaserwowaniem warto odczekać minimum tydzień.

Recipe

Combine the sugar and 1 cup of hot water in a pot and bring to a boil. Remove from heat and let this syrup cool to room temperature. Add coffee and alcohol. Let that mixture steep for minimum seven days and enjoy!

IMG_20171211_162015_096

 

IMG_20171211_161543_802

 

IMG_20171126_153605_015

Świąteczna potrawka z kasztanów, brukselki i ziemniaczków „casino”

Nie, nie jadłam ich na placu Pigalle bo gdy pierwszy raz zwiedzałam Paryż byłam nastolatką która nie wiedziała jeszcze, że kwadrans lat później wiedza o ich smaku znacznie by mi się przydała przy kulinarnym wymądrzaniu. Jadłam je za to na swoim poddaszu co w sumie jest nawet bardziej prestiżowe bo tylko nieliczni mogą się tym pochwalić, o!

Pamiętam jak kilka lat temu cały tydzień przygotowywałam się do tego by po raz pierwszy ugotować garść pięknych, brązowych kasztanków nabytych (o zgrozo) w markecie. Nakłuwałam je, nadkrawałam, dmuchałam i chuchałam zanim zjadłam ze smakiem po wyciągnięciu z piekarnika. A tymczasem instrukcja obsługi kasztana jest prosta jak budowa cepa. Na pewno prostsza niż ich zbieranie czego dane mi było doświadczyć niedawno na Teneryfie.

Kasztany w przeszłości używane były na tej wyspie jako niezbędny element handlu wymiennego. Dziś można je tu znaleźć praktycznie wszędzie. Jesienią laikowi niepozorne, niewysokie, rozłożyste drzewa obfitujące w kasztany ciężko rozpoznać gdyż zgrabnie chowają na swych gałęziach naszpikowane kolcami pakuneczki. Ponoć nietrudno dojrzeć w miastach kioski sprzedające pieczone kasztany. Ja na Teneryfie znalazłam całe trzy a i te otwierają swe podwoje jak im się podoba. A jak już się otworzą to i tak do zaserwowania pierwszych 9 – 10 sztuk za 1 EURO minie trochę czasu bo najpierw musi się nagrzać palenisko.

Żałuję że nie odwiedziłam na wyspie guachinches – czyli jadłodajni funkcjonujących przy winnicach – oraz że Polska wezwała mnie do siebie przed 29 listopada kiedy to obchodzi się tam dzień Świętego Andrzeja. Ponoć wtedy winnice na Teneryfie do młodego wina serwują kasztany duszone z wodą, solą i anyżem, w towarzystwie dobrego sosu i kanaryjskich ziemniaków. Dodajmy – słonych, kanaryjskich ziemniaków. Kto ich nie jadł nie wie jeszcze jak smakują prawdziwie słone pyrki.

Ale wracając do kasztanów – udało nam się natknąć na ich pole uprawne gdy zboczyliśmy z trasy stwierdziwszy, że chcemy popatrzeć na chmury… z góry. Nie spodziewałam się na takiej wysokości kasztanów a jednak – były wszędzie. Dlatego wybierając się do polskiego albo kanaryjskiego lasu zabierzcie ze sobą lniany worek – w pierwszym lesie możecie przecież natknąć się na grzyby w drugim – na kasztany. W przeciwnym wypadku możecie – jak ja – zbierać swe łakocie do… skarpetki.

Danie które Wam dziś zaproponuję to świąteczna, brytyjska potrawa którą wzbogaciłam o urocze, różowo-beżowe ziemniaczki odmiany „casino”. Jeśli lubicie bardziej „wilgotne” propozycje warto sięgnąć po swój ulubiony, łagodny, biały sos – np. koperkowy który będzie idealnie współgrał z resztą składników. Smacznego!

IMG_20171111_153444_024

IMG_20171111_154659_000

IMG_20171111_154630_357

Składniki

250 g główek brukselek
250 nieobranych g kasztanów jadalnych
150 g ziemniaczków odmiany „casino”
1,8 litra przyprawionego bulionu warzywnego bądź osolonej wody go gotowania
sol i pieprz
130 g twardego sera koziego
masło – minimum 3 kopiaste łyżki
średnia cebula
3 ząbki czosnku

IMG_20171111_154402_070

IMG_20171111_154130_899

IMG_20171111_154045_613

IMG_20171111_154314_623

Przepis

IMG_20171201_160007_574 IMG_20171201_155506_469Przygotowujemy trzy garnuszki w których - w osolonej wodzie lub bulionie warzywnym – osobno gotujemy kasztany, ziemniaki i brukselkę. Wszystko gotujemy do miękkości, następnie odcedzamy i studzimy. Kasztany obieramy z zewnętrznego pancerzyka oraz wewnętrznej, ciemnej błonki i kroimy na plasterki. Główki brukselki na połówki – tak samo jak i ziemniaczki. „Casino” to odmiana którą poznałam na Teneryfie i charakteryzuje się ona pięknym kolorem skórki oraz lekko słodkim smakiem. Na dużej patelni rozpuszczamy masło, dodajemy poszatkowaną cebulę oraz czosnek w plasterkach. Szklimy. Dorzucamy brukselkę i smażymy aż zbrązowieje. To ważna czynność gdyż chrupiąca skórka tych małych główek mocno wpływa na końcowy smak potrawy. Do dania dorzucamy ziemniaczki i znów smażymy. Wedle gustu można dodać soli, pieprzu oraz masła by danie nie było „suche”. Na koniec dorzucamy kasztany i połowę startego na maleńkich oczkach twardego sera. Potrawę wykładamy na półmisek i posypujemy resztą startego sera. Serwujemy ze schłodzonym, białym winem, ew. białym, świeżym pieczywem i koperkowym sosem. Smacznego!

IMG_20171201_155119_448