Wege wybrzeżem Portugalii!

Wyobraźcie sobie miejsce, w którym nontoperek powietrze pachnie solą, wiatr nieustannie smaga Cię po twarzy a fale są jak prąd morski – bo zdradliwie wdzierają się na brzeg w pogoni za Twoim kocyczkiem czy sprzętem elektronicznym (co mi się oczywiście zdarzyło).

Tu piasek składa się głównie z mikrokamyczków i muszli, a plażowy pejzaż tworzą horrendalne ilości wody i wybijające się nad nimi klify. Kuchnia iberyjska, kolorowe kafelki zdobiące elewację praktycznie każdego budynku, ogrom artystycznej wolności, wąskie uliczki (w większości pod górkę), szerokie uśmiechy starszych panów i równie szerokie, tradycyjne spódnice pań. Macie to? No to trochę jesteście w Portugalii.

Jadąc tam nie spodziewałam się nawet, że łatwo będzie mi znaleźć w knajpach coś innego niż ryby, owoce morza, kasztany i słodycze. I mimo, że się mocno nie pomyliłam, znalazłam garść wegetariańskich ciekawostek i knajp że „o klękajcie narody”!

Przed Wami mały słowniczek kulinarnych must havków, knajpy, które mogą Was zaciekawić ale i to, co może odrzucić. Enjoy!

IMG_20191024_120603_653
Przede wszystkim…

- „Pastéis de nata” – popularne w Portugalii babeczki budyniowe zapiekane w perfekcyjnie chrupkim cieście francuskim. To właśnie tym zastąpiłam krew w żyłach podczas podróży wybrzeżem Portugalii. Niby przepis ten sam, a wykonanie co rusz inne. Must have 11/10!

IMG_20191024_132339_782

 

Miejsca…

- „Pasteis de Belem” – to NAJPOPULARNIEJSZA CUKIERNIA gdzie można znaleźć wyżej wymienione co nie oznacza, że warta zachodu. Jeśli rzeczywiście zależy Wam na najlepszych przysmakach portugalskich ever, zajdźcie do Pastelarii Santo Antonio w Porto, odznaczonej za najlepsze Pastéis de nata w 2019! p.s. 1 EURO za sztukę!

- „Celeiro” – to najlepiej zaopatrzony sklep w wege produkty w LIZBONIE.

- „Padaria Portuguesa”, LIZBONA – kawka i ciastko w ramach przerwy za śmiesznie niską cenę – 2 euro za zestaw. Plus za portugalski chlebek, przypominający drożdżówki z kokosem na słodko.

- „Lisbon vegan” – jezu, co za klasa. Bufet (bo bufety tu kochają) ale z NAJLEPSZĄ LAZANIĄ WEGAŃSKĄ JAKĄ JADŁAM. Niezbyt ładny, ale nie dajcie się zwieść i poproście też o tłoczony sok z jabłka i imbiru. Umrzecie z rozkoszy. Koszt? Z piwem 6 EURO…

- „Ao 26″ – Vegan Food Project – powiem tak – jeśli chcecie zasmakować dobrze Wam znanej seleryby udającej szprotki, ziemniaków w formie kulek imitujących dorsza oraz dania Francesinha z tym, że w formie wegańskiej to jest jak najbardziej miejsce dla Was. Czy mnie porwało? Niekoniecznie. Ceny ok. 12 EURO za główne danie.

- „Casa da Horta”, PORTO – co to jest za miejsce! Galeria? Showroom? Knajpa? Nie wiem. Menu ciągle inne, krótkie, zwięzłe, treściwe i tanie. W nim np. tarta z kasztanami, caldo verde (o czym później), najtańsze porto na kieliszki jakie piłam (i dają je w kryształach), gulasze warzywne, sojowe i zajebongo przyprawiona soczewica. Mniam.

- „Da Terra Baixa”- w centrum PORTO, kolejne pycha wegańskie jedzonko ale moi mili, w jaki sposób podane… Bufetem oczywiście, z podziałem na śniadanie, lunch i kolację, przerwami na zmianę menu, dodatkowo płatnymi napojami i słodyczami. Ale. Warto. To koncept do którego ustawiają się wegańskie kolejki. Restauracja, która naprawdę uraczy Was nietuzinkowymi smakami, a jej manago zaprowadzi od drzwi, do stolika. Przygotujcie sobie z 10 EURO na najdroższą część – kolację, a spłyniecie z rozkoszy na posadzki.

IMG_20191024_124144_210

 

IMG_20191024_131939_645

 

Kulinarny słowniczek smakosza:

- „Arroz de Tomate” – ryż z pomidorami, występujący w kilku odmianach: z groszkiem, cieciorką, a nawet kolendrą.

- „Broa, borona, Pao de Milho” – chleb kukurydziany, również w wersji słodkiej.

- „BOLA DE BERLIM” – kremowe pączusie i jezu, jakie dobre! Nadziewane czekoladą lub budyniem, mocno słodkie ale warte uwagi.

- „Caldo verde” – krem przyrządzany na liściach kapusty galegas. Warto pytać o to, czy do bulionu nie dodano mięsa.

- „Croquete lub pasteis” w tempurze – przygotowywane są z ryby ale warzyw oraz ryżu.

- „Doce de Tomate” – rodzaj dżemu z pomidorów doprawiany wanilią lub cynamonem. Podobny przygotowuje się z dyni (Doce de Abóbora).

- „Doces de Amendoa” – desery z migdałów uformowane we wzory.

- „Escabeche” – odmiana winegretu, często z ziołami – np. z dodatkiem pietruszki lub kolendry.

- „Esoarregado” – mus z liści rzepy lub szpinaku.

- „Gazpacho” – w Portugalii jest trochę inne, bo część warzyw jest pokrojona w kostkę, a nie zblendowana całkowicie. Zjecie tu dwie odmiany portugalskiego gazpacho: Algavre i Alentejano, różniące się… obecnością ogórka.

- „Kasztany” – Oj tak. Gotowane z solą i anyżem lub pieczone, 1,5 EURO za ok. 10 sztuk.

- „LIKIER WIŚNIOWY GINJA / GINJIHA” – rozkosz w wafelkowym lub czekoladowym kieliszku. EURO za jeden.

- „Morgado de Figo” – desery z suszonych fig, z migdałami oraz przyprawami.

- „PORTO” – obowiązkowo do picia hektolitrami, moim mniemaniu Ruby najsmaczniejsze.

- „Sopa de legumes” – po prostu, z warzyw.

- „Sopa de Castanhas Pilada” – zupa z kasztanów.

- „Sopa de Grao” – zupa z cieciorki i liści rzepy.

- „Sopa de Feijao Verde com Tomate” – roślinna zupa z zieloną fasolką szparagową, pomidorami, doprawiona oregano.

- „Tomatada (Molho de Tomate a Portugesa)” – sos pomidorowy.

- „Travesseiros de Sintra” – podłużne ciasteczka, zawijane i nadziewane jajecznym kremem, posypane drobnym cukrem.

- The Food Temple – wegańska, LIZBONA, drogo i warto rezerwować

- „VINHO VERDE” – portugalskie wino zielone, również w opcji bąbelkowej.

  • IMG_20191024_124044_531
  • IMG_20191024_122907_630
  • IMG_20191024_131844_270
  • IMG_20191024_132637_813
  • IMG_20191024_132912_306
  • IMG_20191025_184224_914
  • IMG_20191025_185345_891
  • IMG_20191025_191650_467
  • IMG_20191025_191622_535
  • IMG_20191024_132046_932
  • IMG_20191024_132022_726

 

IMG_20190723_175559_444

Doskonały sos z grzybów leśnych

Wygląd na to, że zostałam mężczyzną. Bo że niby tylko mężczyzna ma zasadzić drzewo, zapłodnić syna i postawić dom? Pff. Drzewo już zasadziłam. Co prawda to była choinka która została nam po świętach. No i dałam ją Mamie żeby zasadziła...
IMG_20170361_102153

Fasola mamut w sosie z pieczonymi rodzynkami

Praca kucharza, blogera, dziennikarza kulinarnego, foodie czy miłośnika turystyki uprawiającego podróże gastronomiczne to nieustanna, niekończąca się przygoda. Nauczona doświadczeniem wiem już, że najlepszą definicja pojęcia „nieskończoność” jest właśnie gastronomia. Pychą wykazałby się ten, który stwierdziłby że w dziedzinie kulinariów połknął...
IMG_20151114_154538

Wesół, czyli wege rosół

Generalnie historia mojego pierwszego rosołu to mistrzostwo świata. I mówię o rosole na mięsie. Człowiek się przeprowadził, a konkretnie wyprowadził od rodziców i zaczął samodzielnie funkcjonować. Z biegiem czasu okazało się że oznacza to ni mniej ni więcej bycie specjalistą...